Ruszył sezon wakacyjny i to ze wszystkimi jego konsekwencjami. Instagramowe profile znanych osobistości już zdobią zdjęcia w bikini, polską kolej ponownie zaskoczyła fala upałów, a teraz nadszedł czas na kolejny gwóźdź programu - paragony grozy. Z jakiegoś powodu to, ile rodacy płacą za jedzenie na wakacjach, od lat budzi gigantyczne emocje.
Tyle Jakub i Dawid zapłacili za obiad w Ustce
Tym razem rachunkiem za obiad w jednej z knajpek w Ustce podzielili się Jakub i Dawid Kwiecińscy-Mycek. Para jest bardzo aktywna w sieci, ale na widok tego, ile zapłacili za dwa dorsze, frytki i surówki, ich obserwujący chyba nie byli gotowi. Na facebookowym profilu pary pojawiła się ich wspólna fotka z restauracji, a w opisie zakomunikowali:
Zamówiliśmy dwa dorsze w smażalni w Ustce. Poprosiliśmy o małe porcje. Do tego surówki i frytki. Rachunek: 230 złotych za dwie osoby. To dużo czy mało? Nas nie zwalił z nóg tylko dlatego, że mieszkamy tu od kilku lat i znamy cenę, ale dla przeciętnej polskiej rodziny na wakacjach to może być szok.
Barbasiewicz ogłosił: "Jestem gejem".Te gwiazdy zrobiły coming out
Komentarze nie pozostawiają wątpliwości, że owszem - dla przeciętnej polskiej rodziny jest to szok. Panowie pokazali nawet wspomniany już "paragon grozy", dzięki któremu dowiadujemy się, co ile kosztowało. Dwie porcje dorsza wyceniono na odpowiednio 83,60 i 88,44, dwie porcje frytek i dwie surówki po 24 złote, a małą Pepsi - 10 złotych. Za kilogram dorsza knajpa życzy sobie aż 220 (!) złotych.
"220 złotych za kilogram dorsza w knajpie to już przesada", "Ryby jak ryby, ale ta niecała szklanka Pepsi po 10 złotych", "Bardzo dużo", "I w ten sposób coraz łatwiej zdecydować o wakacjach na północy - nagle Islandia nie wydaje się taka droga", "Rok temu w Ustce za podobny zestaw płaciłem 75 zł od osoby. Świat zwariował...", "Trochę dużo. Za taki sam zestaw za dwie osoby w zeszłym miesiącu płaciliśmy 150 złotych..."
Nie brakowało też wpisów, że ceny są jakie są i chyba mało kogo to już dziwi. Komentarze wciąż jednak napływały, więc Jakub i Dawid dodali jeszcze od siebie kilka słów.
Co do ceny. W pierwszej chwili pomyśleliśmy, że to DUŻO. Tylko to nie do końca wina restauracji, która nota bene robi świetną rybę. Ceny ryb poszybowały w górę i nie zapowiada się, aby było taniej. Jak rozmawiamy z rybakami, to wspominają, że jeszcze kilka lat temu wracali kutrami z morza i rozdawali za darmo nadmiar dorsza sąsiadom. Dziś przez zmiany klimatu dorsz w Bałtyku wymiera, a budowa elektrowni atomowej, czy betonowanie dna morza na budowę farm wiatrowych jeszcze pogorszy jego sytuację. Tak że za dorsza będziemy płacić coraz więcej, ale dzięki temu będziemy mieli prąd w kontakcie. Taka jest chyba cena rozwoju cywilizacji.
Oddajemy więc głos Wam, drodzy Pudelkowicze - dużo czy mało?