Sandra Kubicka od lat sprawnie porusza się po świecie show-biznesu i bez ogródek przyznaje, że dobrze płatne posty sponsorowane są istotnym elementem jej domowego budżetu. Okazuje się, że duża popularność niesie ze sobą również cień hejtu. Według modelki, grupa źle życzących jej osób skrupulatnie śledzi jej profil i próbuje jej zaszkodzić.
Ostatnio 31-latka zaskoczyła swoich fanów oświadczeniem na temat donosów dotyczących jej zakupowych praktyk. Modelka twierdzi, że jej zakupy były raportowane do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów jako źle oznakowane współprace.
Sandra Kubicka rzuciła się na ukochanego na lotnisku. "To były najdłuższe dwa tygodnie w moim życiu"
WIDEOTYLKO NA PUDELKU: Spędziliśmy dzień z Nataszą Urbańską na festiwalu w Sopocie (WIDEO)
Celebrytka nie kryła swojego oburzenia, mówiąc, że rzekomo udało jej się dojść do tego, kto stoi za tymi zgłoszeniami. Była żona Barona zdecydowała się skomentować sprawę, tłumacząc, że często produkty, które pokazuje publicznie, kupuje za własne pieniądze.
Mnie już też zgłaszano, nawet w UOKiK-u powiedzieli, kto na mnie donosy składa - twierdziła influencerka.
UOKIK odpowiada na zarzuty Sandry Kubickiej
Wiele osób zaczęło zastanawiać się, czy to w ogóle możliwe, by państwowy urząd ułatwiał gwiazdom identyfikację osób zgłaszających ewentualne naruszenia prawa. W odpowiedzi na wypowiedzi Kubickiej, UOKIK stanowczo zaprzeczył, że ujawnia jakiekolwiek informacje dotyczące osób, które zgłaszają potencjalne nieprawidłowości.
Nie udostępniamy danych osób, które zgłaszają nam skargi i informacje o możliwych nieprawidłowościach związanych z praktykami influencerów - podkreślono w odpowiedzi instytucji, przytoczonej przez SE Wiadomości.
Instytucja wyjaśniła również, że ochrona danych zgłaszających to dla nich priorytet, co zostało dodatkowo potwierdzone w rozmowie z portalem VOX FM.
Stanowczo dementujemy słowa pani Kubickiej. Nie ujawniamy żadnych danych osób zgłaszających. To jest nieprawda - przekazał rzecznik UOKIK.