Świat muzyki okrył się żałobą po wczorajszej wiadomości o śmierci Dolly Parton. Wielka gwiazda muzyki country, filantropka i autorka takich przebojów, jak "Jolene" czy "I Will Always Love You" odeszła w wieku 80 lat w szpitalu w Nashville po walce z chorobą nowotworową oraz powikłaniami zdrowotnymi. O śmierci piosenkarki poinformował w poruszającym nagraniu jej siostrzeniec i szef ochrony, Bryan Seaver. Tragedia ta nadeszła zaledwie kilkanaście miesięcy po stracie jej ukochanego męża, Carla Deana, z którym spędziła zdecydowaną większość swojego życia.
Pomimo zmagań o powrót do zdrowia Amerykanka snuła wielkie plany o ponownych spotkaniach z publicznością, otwarciu wielkiej wystawy poświęconej jej wieloletniej karierze i autorskim musicalu. W miniony piątek, 21 sierpnia, zaledwie cztery dni przed śmiercią artystki magazyn "People" opublikował z nią wywiad. Parton szczerze wyjaśniła w nim, dlaczego musiała odwołać rezydenturę w Las Vegas i zrezygnować z publicznych występów. Z jej słów wynika, że przez opiekę nad ciężko chorym mężem nie skupiała się na własnych potrzebach.
Jak dobrze wiecie z moich filmików, które publikowałam przez ostatni rok, zmagam się z pewnymi problemami, na które po prostu nie zwracałam uwagi, opiekując się Carlem. Mówiąc najogólniej - zaniedbałam swoje zdrowie. To nie pierwszy raz, kiedy musiałam sobie z czymś takim radzić. Na początku lat 80. przez kilka miesięcy borykałam się z problemami kobiecymi, a do tego zmagałam się wtedy z wagą, więc nie jest tak, że nie przechodziłam nigdy przez żadne choroby.
WIDEOWzruszający gest Tomasza Sianeckiego na pogrzebie Andrzeja Morozowskiego
Dolly Parton mimo choroby nie traciła pogody ducha
W związku z nawracającymi dolegliwościami i nieustannymi zawrotami głowy artystka dostała od lekarzy stanowczy zakaz podróżowania. Podchodziła jednak do sytuacji z właściwym sobie humorem.
Lekarz w Nashville podciął mi skrzydełka. A przecież nie mogę występować na scenie na 13-centymetrowych szpilkach z banjo w ręku, kiedy kręci mi się w głowie.
Podczas rozmowy z magazynem "People" przypomniano również jej wcześniejszą wypowiedź dotyczącą zmagań z kamicą nerkową. Sama zainteresowana w jednym ze swoich nagrań żartowała: "Wykopują ze mnie więcej kamieni rocznie niż w kamieniołomie w Rockwood w Tennessee". Dolly Parton nawiązywała też do reakcji fanów w sieci, śmiejąc się, że z dawnej "królowej tabloidów" stała się "królową AI w mediach społecznościowych". Mimo słabnącego organizmu zapewniała, że ma jeszcze przed sobą mnóstwo planów muzycznych, biznesowych i filantropijnych.
Ponieważ żyjemy w świecie 24/7 z mediami społecznościowymi, wszystko nabiera znaczenia w taki sposób, w jaki to było nie do pomyślenia lata temu. (...) Mimo, że wciąż się regeneruję i dochodzę do siebie, to bez przerwy pracuję! Znacie mnie, mam tyle rzeczy do osiągnięcia, więc zamierzam pracować tak długo, jak to możliwe, żeby wszystko to wcielić w życie. Nienawidzę odwoływać czegokolwiek, do czego się zobowiązałam, ale po prostu nie mogłam grać koncertów na poziomie, na jakim bym chciała, i w sposób, jakiego oczekiwaliby moi fani. Zdecydowanie planuję w przyszłości dawać specjalne występy, ale nie będę już koncertować tak jak kiedyś.
Najbardziej poruszające jednak jest ostatnie życzenie Parton, o którym bliscy wspomnieli po jej śmierci. Dolly chciała spocząć w miękkiej, bawełnianej pościeli, tłumacząc, że po całym życiu noszenia ciężkich cyrkonii i cekinów wreszcie zasłużyła na prawdziwy odpoczynek.
Będzie Wam jej brakować?
ZOBACZ TEŻ: Majątek Dolly Parton szacowany jest na 650 MILIONÓW DOLARÓW! Kto odziedziczy fortunę po zmarłej artystce?!