Sandra Kubicka niegdyś znana jako modelka, później influencerka oraz żona Barona (już eksżona), z którym schodziła się i rozchodziła, od jakiegoś czasu odpuściła aferki i skupia się na swojej nowej miłości - Adamie Zaorskim. U zakochanych: cud, miód i orzeszki. Sandra ma teraz w głowie tylko swego ukochanego, a ludzie wypluwający jej matchę to już dawno i nieprawda.
Influencerka niedawno zagościła w podcaście Doroty Szelągowskiej, w którym opowiadała o macierzyństwie, hejcie w sieci, a także budowaniu swojej marki osobistej. Skromna Sandra wyjaśniła, że ona naprawdę ciężko pracowała na swoją popularność. Sugerowała też, że tylko ci, którzy zdobyli ją przed "cyfrowymi" czasami, mogą naprawdę wiedzieć, co to znaczy.
WIDEOSandra Kubicka i Adam Zaorski wspólnie podbijają Rhodos
Sandra Kubicka chwali się swoją sławą
Influencerka nie omieszkała zaznaczyć, że była znana w Polsce i za granicą również wtedy, kiedy "bycie sławnym" było dużo trudniejsze niż obecnie. Kubicka zaznaczyła, że wtedy trzeba było faktycznie "coś zrobić", a nie tylko zgromadzić imponującą liczbę obserwujących na social mediach.
Jak zaczynałam i byłam w takim swoim piku kariery, to chodziłam z taką książką pod pachą. Musiałam udowodnić drugiemu człowiekowi, co zrobiłam. A nie, że on wchodził sobie na social media i patrzył, ile ona ma followersów.
Sandra Kubicka wspomniała dwie sytuacje, które wydarzyły się podczas jej zagranicznych wyjazdów. Influencerka twierdzi, że kiedyś została przywitana jak hollywoodzka gwiazda przez fankę w Barcelonie, która czekała na jej przylot i zrobiła nawet z tej okazji plakat, witający ją w stolicy Katalonii. Dodała też, że w Waszyngtonie złożyła autograf na swoim własnym zdjęciu dla pewnego mężczyzny.
Pamiętam jak pierwszy raz fanka na mnie czekała na lotnisku w Barcelonie. Ja wylądowałam, a ona stała z takim plakatem: "Witamy Sandra". Ja do niej podeszłam: "skąd ty mnie znasz?". A ona, że z teledysku jakiegoś tam. To było dla mnie takie wooow. Albo jak w Waszyngtonie lądowałam i pan stał z moim zdjęciem i prosił mnie o autograf.
A wy poznalibyście Sandrę Kubicką na ulicy? Myślicie, że dziś często ktoś do niej podchodzi i prosi o wspólną fotkę?