Pojawienie się nowych wytycznych żywieniowych w placówkach oświatowych od pierwszych dni budzi spore emocje. Dieta planetarna, stawiająca na większy udział produktów pochodzenia roślinnego, warzyw oraz strączków przy jednoczesnym ograniczeniu mięsa, podzieliła opartą na tradycyjnych nawykach społeczność.
Zwolennicy reformy podkreślają, że ograniczenie przetworzonej żywności, potraw smażonych i cukru to jedyna droga do zatrzymania narastającej fali otyłości i chorób cywilizacyjnych wśród najmłodszych. Z kolei przeciwnicy obawiają się, że dzieci nie będą chciały jeść nowych posiłków, traktując odgórne zalecenia jako zbędne narzucanie konkretnego stylu życia.
Ewa Bosacka o zdrowiu dzieci i nawykach żywieniowych Polaków
Specjalnie dla Pudelka głos w sprawie zabrała Katarzyna Bosacka, wskazując, że samej reformie błędnie przypięto łatkę, która budzi niepotrzebne obawy. Ekspertka przypomina o oficjalnych rekomendacjach instytucji zdrowotnych oraz zatrważających statystykach dotyczących spożycia mięsa w naszym kraju:
WIDEOKatarzyna Bosacka odnosi się do słów Mateusza Gesslera. "Do szewskiej pasji doprowadza mnie UKRYTY NAPIWEK" (WIDEO)
Każda zmiana powodująca, że dzieci będą jadły więcej warzyw, mniej cukru i smażeniny, to zmiana na lepsze. Tak naprawdę błędem było przyklejenie jej łatki "dieta planetarna", bo powinna nazywać się "dieta prozdrowotna", bowiem i WHO i Instytut Żywności i Żywienia od lat zalecają zwiększenie spożycia warzyw (w tym strączków) i zmniejszenie spożycia mięsa czerwonego. Samej wieprzowiny Polacy jedzą 42 kg rocznie na głowę mieszkańca, podczas gdy zalecenia mówią o 26. A mięso czerwone, zwłaszcza tłuste, to główna przyczyna chorób sercowo-naczyniowych, które są zabójcą numer jeden Polaków. Poza tym czy dwa posiłki na bazie świeżego (a nie przetworzonego, jak było dotąd) mięsa, jeden rybny i dwa bezmięsne, w tym jeden na bazie strączków to taka tragedia? Czy zmniejszenie cukru i potraw smażonych jest złe? Czy więcej bardzo zdrowej soczewicy czy zielonego groszku osłabi nasze dzieci? Nie sądzę.
Nowe przepisy na stołówkach i apel do rodziców Ewy Bosackiej
Bosacka zwraca również uwagę na praktyczną stronę wdrażania zmian na stołówkach, apelując o wyrozumiałość dla personelu kuchennego i równoległe wprowadzanie zdrowych zasad w domowych jadłospisach. Przypomina także, że decyzja o żywieniu w szkole wciąż należy do rodziców:
Owszem, Polska nie jest krajem hummusu czy falafeli, a raczej grochu z kapustą i fasolki po bretońsku, więc na początku panie kucharki będą musiały przetestować i wypracować nowe przepisy atrakcyjne dla dzieci, ale dajmy im szansę. Wierzę, że wszyscy, którzy karmią nasze dzieci, czują tę odpowiedzialność. Przypominam też, że w podstawówce i liceum nie ma obowiązku wykupu obiadów, można samodzielnie pakować śniadaniówkę dziecku. Radzę więc Rodzicom wziąć dwa głębokie oddechy (sama tak zrobiłam), przeczytać dokładnie dyrektywy ministerstwa zdrowia i – przede wszystkim wprowadzić podobne zalecenia w domach. Również w ich własnych jadłospisach. Wszystkim wyjdzie to na zdrowie. Wyciągajcie rączki po zdrowe strączki!
A Wy jakie macie zdanie na ten temat?