Życie w luksusowej posiadłości w Montecito miało być dla Meghan Markle i księcia Harry'ego oazą spokoju po głośnym rozstaniu z brytyjskim dworem w 2020 roku. Okazuje się jednak, że za zamkniętymi drzwiami nie wszystko szło jak z płatka. Jak donosi amerykański serwis Page Six, parze wyjątkowo trudno było znaleźć... pomoc domową.
WIDEOMateusz Gessler utyskuje na wakacyjny ruch w knajpach: "Żeby inni odpoczęli, to my musimy pracować"
Nikt nie chciał pracować dla Meghan Markle?
Według informatora portalu, problem leżał bezpośrednio po stronie żony Harry'ego, która postanowiła osobiście przeprowadzić rekrutację potencjalnych pracowników.
Meghan miała ogromny problem ze znalezieniem pomocy domowych, ponieważ większość gospodyń w Montecito po prostu nie chciała dla nich pracować - zdradza źródło Page Six.
Meghan sama prowadziła rozmowy kwalifikacyjne i ponoć sprawiała wrażenie "niezwykle wyniosłej oraz wręcz opryskliwej". Niektóre z kandydatek były tak oburzone sposobem, w jaki do nich mówiła, że wieści szybko rozeszły się po okolicy. Poczta pantoflowa wśród personelu domowego w ekskluzywnej dzielnicy miała zadziałać błyskawicznie.
Doszło do momentu, w którym ludzie żartowali, że wszystkie pomoce domowe w Montecito po prostu ich nienawidzą - dodaje informator.
To nie pierwszy raz, gdy pod adresem Meghan Markle padają zarzuty dotyczące traktowania współpracowników. Jeszcze podczas jej pobytu w Wielkiej Brytanii w mediach huczało od doniesień o rzekomym "bullyingu" i złym traktowaniu pałacowych asystentów, co doprowadziło nawet do wewnętrznego śledztwa w Pałacu Buckingham (którego wyników nigdy oficjalnie nie ujawniono, a sama Meghan stanowczo zaprzeczała wszelkim oskarżeniom).
Część sąsiadów z Montecito ponoć oddycha z ulgą na wieść o tym, że medialna para ma w najbliższym czasie spędzać więcej czasu w Wielkiej Brytanii.
Rzecznicy prasowi Sussexów nie skomentowali najnowszych rewelacji Page Six.