W wieku 39 lat zmarł Adrian Szymaniak, jeden z najbardziej lubianych uczestników programu "Ślub od pierwszego wejrzenia". Mężczyzna od dłuższego czasu toczył heroiczną i poruszającą walkę z agresywnym nowotworem mózgu.
Dramat rodziny rozpoczął się w lipcu 2025 roku, kiedy u Adriana nagle pojawiły się pierwsze, bardzo niepokojące symptomy neurologiczne. Początkowo nie zwiastowały one tak groźnego schorzenia - występowały zaburzenia widzenia, m.in. omamy wzrokowe, które pacjent wstępnie wiązał ze skutkami ubocznymi przyjmowanych leków. Niedługo potem doszły jednak paraliżujące, migrenowe bóle głowy, nagłe zawroty oraz silne mdłości i wymioty. Pilna hospitalizacja i przeprowadzone badania obrazowe, w tym rezonans magnetyczny, nie pozostawiły złudzeń - w mózgu Adriana znajdował się złośliwy guz.
WIDEOMichał Wiśniewski mówi o końcu swojego małżeństwa na koncercie
Wybór ścieżki terapeutycznej musiał nastąpić natychmiastowo, ze względu na tempo, w jakim rozwija się glioblastoma. Szymaniak poddał się skomplikowanej operacji neurochirurgicznej mającej na celu usunięcie jak największej części masy nowotworowej. W dalszych etapach leczenia wdrożono agresywną radioterapię i chemioterapię. Z czasem pacjent zaczął korzystać także z nowoczesnych, niestandardowych metod, takich jak terapia polem elektrycznym TTFields (system Optune), której zadaniem jest hamowanie podziału komórek rakowych.
Niestety, specyfika glejaka czwartego stopnia wiąże się z wysokim ryzykiem nawrotów. W kolejnych miesiącach od pierwszej diagnozy lekarze kilkukrotnie wykrywali aktywność nowotworową w miejscu po usuniętym guzie. Wznowy wymuszały na medykach przeprowadzanie ponownych operacji oraz stałe modyfikowanie chemioterapii, gdy organizm uodparniał się na dotychczas stosowane leki. Sytuacja ta wymaga nieustannej kontroli lekarskiej, regularnych badań oraz ogromnych nakładów finansowych na stałą opiekę i farmakoterapię.