Artur Boruc o problemach z alkoholem: "Pozwalałem sobie na BARDZO DUŻO. Miałem swojego mentora grupy AA"
W kolejnym z rzędu szczerym wywiadzie na ogół nieszczególnie wygadany Artur Boruc wziął na tapet chorobę alkoholową, z którą miał się przed laty borykać. Piłkarz zmuszony był podjąć leczenie, dołączając do Anonimowych Alkoholików: "To był mój pomysł".
Na początku sierpnia 2020 roku Artur Boruc poinformował internautów, że po pięciu latach grania w drużynie AFC Bournemouth wyprowadza się z Wielkiej Brytanii i wraca w rodzinne strony, gdzie ponownie będzie reprezentować barwy Legii Warszawa. Piłkarz i jego żona Sara Boruc wprowadzili się wówczas do imponującego apartamentu w centrum stolicy, gdzie mieszkają po dziś dzień.
W 2021 roku zdobył swoje ostatnie mistrzostwo Polski i rok później oficjalnie przeszedł na piłkarską emeryturę. W ostatnich latach to Sara "reprezentowała" ich małżeństwo w mediach, podczas gdy Artur wolał trzymać się od nich z dala. Ostatnio piłkarz zrobił wyjątek od reguły i udzielił wywiadu Sportowym Faktom, w którym wyznał, że że przejście na emeryturę okazało się, ku jego zaskoczeniu, bardzo ciężkie. Wspomniał nawet o "małej depresji".
Wyluzowany Artur Boruc w nietypowy sposób apeluje do internautów: "Dosyć tego hejtu"
Teraz z kolei gwiazdor piłki nożnej poszedł za ciosem i złożył wizytę w studiu Żurnalisty, gdzie otworzył się na temat swojego uzależnienia. Na pytanie, czy borykał się z chorobą alkoholową, 45-latek odparł twierdząco. W pewnym momencie zmuszony był zasięgnąć pomocy specjalisty. Miało to miejsce jeszcze za czasów, gdy grał w Celtic Glasgow, gdzie występował w czasach 2005-2010.
Tak. Niewiele osób o tym wie, ale miałem swojego mentora grupy AA, kiedy grałem jeszcze w Szkocji - wyjawił.
Jak tam trafiłeś? - dopytywał podcaster.
To był mój pomysł - przyznał. Tak jak mówiłem, pozwalałem sobie na bardzo dużo, przez co opuszczałem treningi. Za to obrywało się innym osobom. To był taki pierwszy krok w świadomości, że muszę zmienić otoczenie i zrobić coś ze sobą, żeby wrócić do tego Artura, który kilka lat temu robił fajne rzeczy i bardzo się tego trzymał.
Żurnalista chciał wiedzieć, co takiego popchnęło Artura w szpony nałogu.
Ból towarzyszący temu wszystkiemu. Ucieczka przed problemami - wymieniał piłkarz. (...) Czułem się niezniszczalny. To troszeczkę zaciera granice, co można, czego nie.
Doceniacie jego szczerość?