"Do Rzeczy": "Petru ukryto przed dziennikarzami NA PODŁODZE SAMOCHODU"

"Wyprowadzono go tylnym wyjściem wprost do samochodu, w którym ułożył się z tyłu".

Obraz

Ryszard Petru z całą pewnością nie marzył o takim rozgłosie medialnym jak ten, który udało mu się uzyskać na początku nowego roku. Po romantycznej podróży do Portugalii z posłanką Joanną Schmidt zarzucano mu, że porzucił protestujących w Sejmie posłów, których namawiał do okupowania sali plenarnej nawet w Wigilię. Jeszcze większe problemy ma w małżeństwie z Małgorzatą Petru.

Lider Nowoczesnej od ponad tygodnia nie pokazuje się publicznie i nie udziela wywiadów. Po powrocie z Portugalii tylko raz pojawił się w siedzibie partii, gdzie oczekiwano na komentarz w sprawie Sylwestra spędzonego bez żony. Wówczas stwierdził tylko, że wyjazd był "niezręcznością": Petru o wakacjach z posłanką: "Wyjazd to niezręczność. Nie byłem na Maderze"

Piotr Gociek i Cezary Gmyz w dzisiejszym wydaniu Do Rzeczy zdradzają kulisy przyjazdu Petru do siedziby Nowoczesnej. Polityk tak bał się pytań dziennikarzy, że uciekł przed nimi tylnym wyjściem... kładąc się na podłodze samochodu:

Najweselej było, kiedy Rysiek już wrócił z Portugalii i udał się do siedziby Nowoczesnej Kropki, żeby sobie popracować - piszą Gmyz i Gociek. Gdy zmierzał do wyjścia, okazało się, że czatują na niego tłum reporterów i brygada wozów transmisyjnych żadnych sensacyjnych detali z podróży. Ryśka wyprowadzono zatem tylnym wyjściem wprost do samochodu, w którym ułożył się z tyłu na podłodze i niezauważony został wywieziony przez kordon żurnalistów. Każdy kraj ma takiego J.F.K., na jakiego sobie zasłużył.

Obraz
Obraz
Obraz
Obraz
Obraz
Obraz
Obraz
Obraz

Kopacz: "Kijowski zrobił wielką rzecz, zmobilizował ludzi, wyprowadził ich na ulice!"

Zobacz też:

Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą