Rusin znów "ucieka" na święta

"Uciekam, nazwijmy to po imieniu."

Obraz

Ona sama nazwa swoje egzotyczne wyjazdy ucieczką. Nie wyjeżdża, ucieka - mówi Rusin w rozmowie z Na żywo. Ucieka, nazwijmy to po imieniu.

Prezenterka wyznaje, że święta mają dla niej sens tylko jeśli odbywają się w dużym gronie rodzinnym. A o to w jej wypadku trudno.

Przełomem okazał się rok 2006. Wtedy właśnie rozwiodła się z Tomaszem Lisem i do wigilii zasiadła z córkami, mamą i wujkiem. Okazało się, że przy tłocznym dotąd stole siedzi pięć osób. Kinga uznała, że więcej nie powtórzy tego doświadczenia. Od pięciu lat każde święta spędza z córkami za granicą, najchętniej w ciepłym kraju, pod palmami.

Dziewczynki lubią spędzać święta z mamą. Ostatnio były z nią na Dominikanie, szalały w oceanie, surfowały na kajtach - mówi znajoma Kingi. Dla dziewczynek w ich wieku świąteczne spotkania przy stole to wątpliwa frajda.

Oczywiście wyjazdy z mamą uniemożliwiają im uczestnictwo w tradycyjnych świętach w domu ich ojca i jego nowej żony. Być może to także jest istotny powód tych świątecznych wojaży. Tomasz Lis i święconka to w końcu "wątpliwa frajda".

W tym roku do Kingi i jej córek ma ponoć dołączyć nowy chłopak prezenterki, Marek.

Obraz
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą