"Kontaktują się przez prawników!"
"Jarek zamiast na lody czy spacer zabrał Franka do newsroomu Wiadomości. Dzieckiem zajmowała się też Tadla." Porzucona matka jest wściekła.
Jak już pisaliśmy, Jarosław Kret ma poważne problemy z dogadaniem się ze swoją byłą partnerką na temat opieki nad ich wspólnym synem. Małgorzata Kosturkiewicz nadal ma żal do pogodynka o to, że o jego nowym romansie dowiedziała się z tabloidów. Jest zdania, że mógł ją przynajmniej wcześniej uprzedzić, że jej "nigdy nie kochał" i zostawia dla nowej rodziny. Po tych okrutnych słowach ma prawo czuć się skrzywdzona, zwłaszcza że nie było żadnych sygnałów, wskazujących, że coś jest nie tak. Planowali nawet kupno domu w Konstancinie, by przeprowadzić się tam jesienią... Niestety w międzyczasie Kret uznał chyba, że wygodniej mu będzie u Beaty Tadli.
Emocje po obu stronach są tak silnie, że obecnie pogodynek i jego była partnerka rozmawiają ze sobą tylko za pośrednictwem prawników. A i tak nie jest łatwo.
Małgosia próbuje dogadać się z Jarkiem w sprawie syna, ale to wcale nie jest proste. Kontaktują się przez prawników - mówi Super Expressowi znajomy Kreta z pracy. Z tego, co wiem, jego spotkanie z synem umówiły prawniczki obu stron. Miało być to spotkanie ojca z synem, bez udziału kogokolwiek innego. Niestety, tak się nie stało. Jarek zamiast na lody czy spacer zabrał Franka do newsroomu Wiadomości. Chwalił się nim i pokazywał, jakim jest świetnym tatą. Dzieckiem zajmowała się też Tadla.
Jak można się domyślać, Kosturkiewicz nie była zachwycona takim obrotem sprawy. Prawdopodobnie w najbliższym czasie nie planuje ponownie powierzać syna opiece ojca i jego nowej partnerki.
Ciekawe, czy Beata myśli o losie swojej poprzedniczki. Na pewno uważa, że jej Jarek nie mógłby potraktować jej aż tak źle i udzielić takiego wywiadu: