Właśnie mija rok od śmierci Joanny Kołaczkowskiej. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej sceny kabaretowej i wieloletnia członkini grupy Kabaretu Hrabi zmarła 17 lipca 2025 roku w wieku 59 lat. Artystka, która zmagała się z chorobą nowotworową, spoczęła na warszawskich Powązkach Wojskowych.
Tak wygląda grób Joanny Kołaczkowskiej. Dziś obchodziłaby 60. urodziny (WIDEO)
Joanna Kołaczkowska bała się zachorowania na raka
Joanna zmagała się z glejakiem. Jednakże jeszcze przed usłyszeniem diagnozy panicznie bała się raka. Wszystko przez to, że lata temu, będąc w ciąży, miała czerniaka.
Byłam w czwartym miesiącu, kiedy mi go usuwali. Przeżyłam straszliwy szok, kompletna szajba, przez miesiąc nie pamiętałam, że jestem w ciąży, byłam absolutnie przerażona. Nie wiedziałam, co dalej ze mną będzie, co z dzieckiem, czy nie będą mi robić jakiejś chemii, która będzie mogła mu zaszkodzić. To była rozpacz - wspominała w rozmowie z "Gazetą Prawną".
Od tamtej pory mierzyła się z kancerofobią, czyli lękiem przed zachorowaniem na nowotwór.
Ciągle się bałam, że mam gdzieś raka, co chwila chodziłam do lekarzy i domagałam się nowych badań, prześwietleń, rezonansów, tomografów. W końcu wysłali mnie do psychologa - opowiadała.
W terapii była przez aż 10 lat do 2019 roku. Dzięki pracy ze specjalistą zrozumiała, co było źródłem obaw.
Przeżywałam głęboki lęk przed cierpieniem, utratą bliskich, odejściem, ale przede wszystkim przed tym, co to będzie, jak mnie nie będzie. Możliwe, że chodziło mi o utratę kontroli nad tym, co się będzie działo w mojej sprawie. Że nie będę mogła kontrolować, co się będzie o mnie mówiło, czy mnie ktoś będzie pamiętał, co się stanie z moimi rzeczami - wyjaśniła w rozmowie z serwisem e-teatr.
Joanna Kołaczkowska o śmierci
W programie "Piotr Jacoń. Bez polityki" otworzyła się na temat śmierci. Jak przyznała, często z jej inicjatywy rozmawiali na ten temat z kolegami z kabaretu.
Dla mnie najgorsze jest bycie zaskoczoną czymś niemiłym, więc nie chciałabym być zaskoczona. Już tak sobie wszystko ustaliliśmy. Co będzie, jak ktoś pierwszy odejdzie, co z resztą? Czy się będziemy opiekować wdowami albo wdowcem? Mamy to wszystko przemyślane dzięki mnie albo przeze mnie. Chciałabym, żeby to się już nie powtórzyło, a przecież się powtórzy. Co będzie z zespołem, czy będziemy grać? Ja się bardzo tego boję - wyznała Piotrowi Jaconiowi, dodając:
Oczywiście, że się martwię przede wszystkim o ludzi. Co z ludźmi? Co z rodziną? Co z najbliższymi? Ale też zamartwiam się, co z moim ulubionym mebelkiem? Co ze zwierzęciem? Co ze zdjęciami? Mnie się to wydaje bardzo ważne".
Kołaczkowska była jednak świadoma, że na pewne rzeczy nie ma wpływu.
Próbuję skontrolować ten czas, kiedy już mnie nie będzie, ale przecież się tego nie da zrobić. Ciężka sprawa. Ale uważam, że można się też na to uśmiechnąć - podsumowała.
Zobacz też: Przyjaciółka Kołaczkowskiej opowiedziała w wywiadzie o 25-letniej córce artystki. "Miały dobrą relację"