Kim był Janusz Banasiak - Polak, który zarządzał administracją Jeffreya Epsteina i był DRUGI w jego hierarchii?
Amerykański Departament Sprawiedliwości ujawnił blisko trzy miliony stron akt dotyczących Jeffreya Epsteina. Wśród nazwisk pojawiających się w dokumentach nie brakuje również polskich wątków. Jeden z nich prowadzi do człowieka, który przez lata był bardzo blisko Epsteina.
Chodzi o Janusza Banasiaka, występującego w aktach także jako "John" lub "Janusz". Według dziennikarzy był jednym z najważniejszych ludzi w otoczeniu Epsteina i zajmował drugie miejsce w hierarchii. Przez ponad 20 lat pełnił funkcję zarządcy jego luksusowych nieruchomości na Florydzie i w Nowym Jorku.
Nie była to zwykła praca administracyjna. Banasiak zarządzał kalendarzem spotkań, znał kody do alarmów, miał dostęp do sejfów i poruszał się swobodnie po najbardziej prywatnych przestrzeniach miliardera. Z dokumentów wynika, że wiedział o Epsteinu dużo więcej, niż mogło się wydawać.
Co obejrzeć o sprawie Epsteina? Produkcje dostępne w streamingu
Akta sugerują również jego udział w mechanizmie wykorzystywania kobiet. Banasiak miał wypłacać pieniądze młodym dziewczynom, które trafiały do rezydencji Epsteina pod pretekstem pracy przy masażach. W rzeczywistości - jak wynika z późniejszych zeznań - wiele z nich padało ofiarą przemocy seksualnej i gwałtów.
Nazwisko Banasiaka powróciło podczas głośnego procesu Ghislaine Maxwell, wieloletniej partnerki i wspólniczki Epsteina. Zarządca nieruchomości został wówczas jednym z kluczowych świadków oskarżenia. Zeznał, że regularnie widywał bardzo młode dziewczyny, z których wiele wyglądało na nieletnie. Opisywał powtarzający się schemat: dziewczyny wchodziły do domu uśmiechnięte, a po godzinie wychodziły zdezorientowane, smutne i przybite. Według jego relacji takie sytuacje były codziennością.
Banasiak potwierdził również istotną rolę Ghislaine Maxwell. Zeznał, że często była obecna podczas wizyt dziewcząt i - jak wskazują relacje ofiar - budowała atmosferę zaufania, uwiarygadniając całą sytuację. To ona miała wyszukiwać młode kobiety i składać im propozycje "pracy".
W dokumentach pojawia się także korespondencja mailowa, z której wynika, że Epstein polecał Banasiakowi zajmowanie się transportem i logistyką "gości" z Polski i Europy Wschodniej. To on miał być osobą pierwszego kontaktu dla nowo przybyłych dziewcząt, organizując im przejazdy z lotnisk oraz miejsca zakwaterowania.
Amerykańska prokuratura zaoferowała Banasiakowi immunitet lub odstąpienie od zarzutów w zamian za współpracę. Śledczy uznali, że był wykonawcą poleceń, uzależnionym od wysokiej pensji, ale jednocześnie świadkiem, bez którego nie dałoby się odtworzyć kulis działalności Epsteina.