Książę Harry od lat promuje Invictus Games - igrzyska dla rannych żołnierzy i weteranów, które są uważane za jego największe, osobiste osiągnięcie życiowe. Jeszcze w lipcu br. syn króla Karola III świętował w Londynie dołączenie Ugandy jako 26. państwa w historii i pierwszego reprezentanta Afryki Wschodniej w tej inicjatywie. Radość nie trwała zbyt długo.
WIDEOMagda Gessler o owocowej desce Meghan Markle: "Nienawidzę, jak ktoś drobi mi na kawałki"
"Nie będziemy brać udziału w niczym, co nie ma aprobaty Króla"
Cios przyszedł z najmniej spodziewanej strony. Gen. Muhoozi Kainerugaba - szef sił zbrojnych Ugandy i syn prezydenta kraju - opublikował w sieci oświadczenie, które musiało wywołać niemały szok w sztabie Sussexów.
Aby nie zostać posądzonym o działanie w opozycji do Jego Wysokości Króla Karola III, którego głęboko szanujemy, Uganda niniejszym wycofuje się z Invictus Games. Nie będziemy brać udziału w niczym, co nie posiada aprobaty Jego Wysokości - ogłosił na platformie X.
Gdy dziennikarze The Times zapytali generała o kulisy tej niespodziewanej decyzji, ten nie gryzł się w język.
Mam w Ministerstwie Obrony frakcje, które popierają te bzdury z Harrym i Meghan. Musiałem to od razu ukrócić. Wspieram monarchę. Kropka - dodał.
Zaskakująca decyzja Ugandy zbiegła się w czasie z oficjalnymi ruchami z Londynu. Zaledwie kilka dni wcześniej Pałac Buckingham rozesłał do brytyjskich urzędników i wojskowych jasny komunikat: Harry i Meghan nie są reprezentantami rodziny królewskiej, nie wykonują obowiązków w imieniu korony, a ich działalność charytatywna ma charakter wyłącznie prywatny.
Osoby z otoczenia księcia Harry'ego nie kryją rozżalenia i sugerują, że generał zinterpretował opublikowane wytyczne jako "zakaz" współpracy z uciekinierami z Pałacu. Dla borykającego się z problemami wizerunkowymi Harry'ego to kolejny potężny wstrząs – i to w kwestii projektu, który dotąd pozostawał poza jakimkolwiek politycznym sporem.