Wyprowadzka Andrzeja Mountbattena-Windsora z 31-pokojowej posiadłości Royal Lodge była zwieńczeniem wielomiesięcznej batalii, którą brytyjskie media okrzyknęły mianem "oblężenia Windsoru". Król Karol III bezkompromisowo pozbawił młodszego brata tytułów, odznaczeń oraz państwowych przywilejów po tym, jak na jaw wyszły jego bliskie relacje ze skazanym przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem. Pół roku temu "czarna owca" rodziny królewskiej w atmosferze skandalu przeniosła się do Sandringham w hrabstwie Norfolk. Trudno, by eksksiążę miał powody do narzekania, choć jego trudna do przeoczenia bezczelność zapewne nie pozwoliła mu na powstrzymanie się od kąśliwych opinii na temat "skromniejszej" nieruchomości, w jakiej przyszło mu zamieszkać.
Były książę Yorku pod naciskiem monarchy musiał zrzec się 75-letniej umowy dzierżawy. Po opuszczeniu pałacowych murów w sieci ruszyła giełda nazwisk, kto potencjalnie przejmie historyczne włości. Początkowo spekulowano, że w Royal Lodge zamieszkają córki Andrzeja - Beatrycze i Eugenia, jednak żaden z członków rodziny królewskiej nie wyraził zainteresowania nieruchomością. W związku z tym zapadła decyzja o znalezieniu prywatnego najemcy.
WIDEOJoanna Przetakiewicz o rodzinie królewskiej. Podziwia Meghan Markle i księżną Kate?
Najemca Royal Lodge wyda na to majątek
Wartość całej nieruchomości szacuje się na astronomiczne 30 milionów funtów. Przyszły lokator musi liczyć się nie tylko z czynszem, ale i kolosalnymi opłatami eksploatacyjnymi. Jak podaje źródło cytowane przez "Mail on Sunday", samo roczne utrzymanie posiadłości i jej ogromnych ogrodów pochłonie około 400 tysięcy funtów, czyli ponad 2 miliony złotych! Osoba, która zamieszka w królewskiej rezydencji, będzie musiała poddać się rygorystycznej kontroli bezpieczeństwa.
Andrzej Mountbatten-Windsor formalnie wciąż posiada umowę najmu Royal Lodge. Wygaśnie ona wraz z końcem października. Dopiero wtedy będzie można dokonać w niej jakichkolwiek zmian. Ponadto, jak informuje dziennik, koronna spółka zarządzająca majątkiem nie może przekształcić budynku w obiekt komercyjny czy hotel. Ponoć było to nie w smak królowi, który dążył do tego, by rezydencja wreszcie zaczęła przynosić zyski.
Ustawowe obowiązki Crown Estate wymagają od niej zachowania charakteru posiadłości jako królewskiego parku i lasu. Oznacza to, że musiała wykluczyć przekształcenie Royal Lodge w centrum konferencyjne czy przedsięwzięcie komercyjne. Cała operacja będzie kosztować Crown Estate mnóstwo pieniędzy i czasu
Skusilibyście się na taką "okazję"?