Wypowiedź cenionej psycholożki i terapeutki Ewy Woydyłło na temat Igi Świątek wstrząsnęła opinią publiczną. W podcaście "Return" na kanale Trzeci Serwis, prowadzonym przez Lecha Sidora, 87-letnia ekspertka gorzko oceniła sytuację liderki światowego tenisa, określając ją mianem "prawdopodobnie głupiutkiej i wystraszonej", a także krytykując jej psycholożkę Darię Abramowicz oraz całe otoczenie zawodniczki.
Choć twórcy podcastu w popłochu usunęli odcinek z sieci i oficjalnie przeprosili Igę Świątek oraz jej sztab, sama zainteresowana w rozmowie z "Faktem" nie wykazała skruchy. Terapeutka przekonywała, że jej wypowiedź wynikała jedynie z troski, a nie z pogardy. Kategorycznie odrzuciła oskarżenia o próbę obrażenia tenisistki, tłumacząc, że użyte przez nią słowa miały zwrócić uwagę na rzekome problemy młodej mistrzyni.
WIDEOCo dalej z karierą telewizyjną Kurzopków? "Medialna przerwa od robienia wszystkiego razem ZROBIŁABY IM DOBRZE"
Na Woydyłło natychmiast posypały się gromy. Oburzenia niesmacznymi słowami nie kryły m.in. Monika Olejnik czy Dorota Zawadzka, a były dziennikarz "Gazety Wyborczej" Jacek Hołub wprost podważył status Woydyłło jako autorytetu.
Małgorzata Ohme stanęła w obronie Ewy Woydyłło
W obliczu internetowej nagonki na 87-letnią ekspertkę, w jej obronie postanowiła stanąć psycholożka i dziennikarka Małgorzata Ohme. We wpisie odniosła się do wieloletniej znajomości z Woydyłło i podkreśliła, że intencje autorki kultowych poradników mogły zostać całkowicie opacznie zinterpretowane.
Znam Ewę Woydyłło od wielu lat. Wiem, jak bardzo angażuje się w to, co robi, i wiem też, jak ogromną sympatią od dawna darzy Igę Świątek oraz jak uważnie śledzi tenis. Dlatego nie potrafię uwierzyć, że jej intencją było umniejszenie Idze czy podważenie jej wartości.
Choć Ohme nie ukrywa, że sformułowania użyte przez Woydyłło były po prostu niefortunne i nie powinny paść w przestrzeni publicznej, stanowczo sprzeciwia się masowemu przekreślaniu całego dorobku naukowej i terapeutycznej kariery 87-latki.
Czy użyła niefortunnych słów? Tak. Uważam, że określenia takie jak "głupiutka" czy wypowiedź o Sabalence nie powinny paść. Jednocześnie nie potrafię zgodzić się z tym, że kilka zdań przekreśla pięćdziesiąt lat pracy, tysiące osób, którym pomogła, i książki, które dla wielu były ważnym wsparciem.
Ohme zwróciła również uwagę na niepokojącą tendencję skreślania autorytetów z powodu jednego błędu.
Mam wrażenie, że jako społeczeństwo mamy skłonność do bardzo szybkiego odbierania ludziom autorytetu. Na szacunek pracuje się latami – wiedzą, doświadczeniem, odpowiedzialnością, kolejnymi publikacjami. A stracić go można w kilka sekund. I wtedy często zapominamy, że ta wiedza, ten dorobek i wszystko, co wcześniej stworzył dany człowiek, nie przestają istnieć. Czytam komentarze o wyrzucaniu książek Ewy. I myślę sobie, że naprawdę szkoda byłoby uznać, że wartościowe treści przestały być wartościowe tylko dlatego, że ich autorka popełniła publiczny błąd.
Analizując kontrowersyjne słowo "głupiutka", Małgorzata Ohme dostrzega w nim raczej niezręczność językową wynikającą z wieku Woydyłło niż złą wolę czy chęć upokorzenia młodej tenisistki.
Słowo "głupiutka" odebrałam bardziej jako niefortunne określenie starszej osoby, która chciała powiedzieć: "naiwna", "zbyt ufna", "za bardzo wierząca ludziom", niż jako próbę obrażenia Igi. Mogę się mylić, ale znając Ewę, nie odczytałam w tym pogardy. Bardziej niezręczność.
Na koniec Ohme podzieliła się gorzką refleksją z perspektywy dziennikarskiej, wskazując przy tym na odpowiedzialność samego prowadzącego rozmowę, który nie dopytał o intencje swojej rozmówczyni.
Myślę też o tym z perspektywy dziennikarki. Gdybym siedziała naprzeciwko Ewy i usłyszała takie słowa, nie zostawiłabym ich bez dopowiedzenia. Zapytałabym po prostu: "Ewo, co masz na myśli?" Czasem jedno pytanie pozwala zrozumieć więcej niż setki komentarzy. Mam poczucie, że dziś zbyt rzadko próbujemy zrozumieć intencję, a zbyt szybko wydajemy wyroki.
Pod swoim obszernym wpisem Małgorzata Ohme opublikowała jeszcze jeden komentarz, w którym zwróciła uwagę na ważny czynnik, jakim jest wiek 87-letniej psycholożki. Apeluje w nim o obiektywizm i oddzielenie konkretnej wypowiedzi od oceny całego człowieka
Jeszcze jedna rzecz. Ewa ma dziś ponad osiemdziesiąt lat. W tym wieku również zdarza się powiedzieć coś zbyt impulsywnie, zbyt dosadnie, czasem po prostu niepotrzebnie. To nie jest usprawiedliwienie. To próba zobaczenia całego człowieka, a nie jednego nagrania. Można krytykować słowa. Warto to robić. Ale nie jestem przekonana, że powinniśmy z tego powodu unieważniać całe życie i dorobek człowieka.
Co sądzicie o stanowisku Małgorzaty Ohme?