Ten rok będzie należał do Aleksandry i Sławosza Uznańskich-Wiśniewskich? "Polskie ROYAL BABY w drodze. Świat rozrywki się o nich upomni" (OKIEM PUDELKA)
Pierwsze dni nowego roku przyniosły nam sylwestrową awanturę o playback, noworoczne postanowienia, które raczej nie zostaną dotrzymane i kosmiczną wiadomość o polskim royal baby. W naszym podsumowaniu "Okiem Pudelka" przyglądamy się bliżej najgłośniejszym wydarzeniom mijającego tygodnia - o kim przeczytacie tym razem?
Sylwestrowe kontrowersje
Koncerty sylwestrowe organizowane przez największe polskie telewizje od lat wzbudzają mnóstwo emocji i nieobce są im kontrowersje. Często dotyczą one występów zagranicznych artystów, którzy mają być prawdziwą ozdobą show i przyciągnąć widzów przed telewizory. Poniekąd są też niewypowiedzianym symbolem luksusu i zaszczytu - w końcu mogliby zagrać gdziekolwiek na świecie, a wybierają Polskę.
Idąc typ tropem, Polsat zaprosił na swoją scenę Thomasa Andersa z kultowego Modern Talking, bo kto nie chce przywitać nowego roku z "jo ma ha, jo ma sol" na ustach. Okazało się, że chyba najmniej miał na to ochotę sam zainteresowany, bo nie dane nam było usłyszeć jego wokalu na żywo. Playback podczas telewizyjnych występów nie jest niczym nowym, ale szczególnie oburza, gdy wysługują się nim zagraniczni gwiazdorzy inkasujący za to wielkie pieniądze. Jako publiczność traktujemy to niezwykle poważnie - brak szacunku, potwarz i niegodna naszej uwagi chałtura.
Zobacz także: Widzowie Polsatu psioczą na kolejny występ Thomasa Andersa: "On dostał 400 TYSIĘCY ZŁOTYCH za śpiewanie z playbacku?"
Na drugim biegunie, choć okupionym innymi zarzutami, znalazł się Sting. Legendarny muzyk pojawił się na sylwestrowej scenie Telewizji Publicznej i nie tylko zaśpiewał na żywo, ale i to całkiem nieźle, udowadniając, że prawdziwy show to czasami świetny wokal i repertuar - bez konieczności wizualnych fajerwerków. Nie wszyscy jednak są co do tego przekonani, bo i tutaj nie zabrakło malkontentów. Skromna oprawa wizualna i brak piór wystających z pośladków Stinga oznaczał dla niektórych, że gwiazdor nie włożył w występ całego serca i lekceważąco potraktował polską publiczność, która zasługuje przecież na coś więcej niż skromną kurtkę i czapkę z daszkiem.
Jakub Żulczyk z kolei nie mógł zrozumieć, dlaczego światowej sławy gwiazdor mógłby chcieć w Polsce w ogóle wystąpić. Najwyraźniej w jego światopoglądzie Polska nie jest atrakcyjnym przystankiem dla artystów, bynajmniej nie na tyle, żeby chcieć tutaj witać nowy rok. I choć źródło tych komentarzy i opinii o Andersie czy Stingu jest różne (o naszych kompleksach i nienawiści do własnego kraju można rozprawiać godzinami), to łączy je jedna nasza narodowa przywara - Polacy nigdy nie będą zadowoleni.
Nowy rok Dody, stare gierki
Wygląda na to, że 2026 będzie kolejnym rokiem, w którym nie da nam o sobie zapomnieć Doda. Królowa skandali i kontrowersji jest już w polskim show-biznesie od blisko 25 lat i choć w tym czasie wielokrotnie przepowiadano koniec jej kariery, a momentami wydawało się, że to już niemal nastąpiło, ona nawet z największego kryzysu potrafi wyjść z tarczą. Jest to o tyle niesłychane, że ćwierć wieku to kawał czasu - zmieniło się w tym czasie niemal wszystko, od mody, przez politykę, na samej branży muzycznej kończąc. Rabczewska jednak nie pozwala sobie zostawać w tyle, a generowane przez nią zainteresowanie i kliki sprawiają, że w niepamięć idą dawne konflikty, zła prasa czy osławione już "bany" - ignorowanie Dody najzwyczajniej w świecie się nie opłaca.
Doda rozpoczęła nowy rok od pełnych sprzeczności obietnic i wypowiedzi. Z jednej strony zapewnia, że złożona przed samą sobą obietnica o trzymaniu życia prywatnego z dala od mediów nadal jest aktualna. Z drugiej zaś można odnieść wrażenie, że ciężko jej zrezygnować z zamętu, który wywołuje choćby najmniejsza wzmianka o kolejnych (rzekomych) zaręczynach czy ślubie. Czy Doda faktycznie jest w stanie wytrzymać taką medialną głodówkę? Ktoś tu chyba bardziej chce mieć ciastko i zjeść ciastko, w międzyczasie rzucając nam okruchy, a to nam ewidentnie wystarcza...
Polskie royal baby
Nowy rok obfitował też w dobre i radosne wieści. Sławosz i Aleksandra Uznańscy-Wiśniewscy ogłosili bowiem, że zostaną rodzicami, przekazując tę wiadomość fanom w iście gwiazdorski sposób - publikując w social mediach dwujęzyczny post oraz stylowe zdjęcia zrobione specjalnie na tę okazję. Popularność Sławosza wystrzeliła w zeszłym roku jak rakieta, a wszystko dzięki jego wyprawie w kosmos. Trzeba przyznać, że nawet na papierze brzmi to jak dobry powód, aby zyskać sławę i wszystko wskazuje na to, że 2026 to zainteresowanie wokół astronauty raczej nie straci na prędkości. Sławosz i Aleksandra mają szansę zostać jedną z najpopularniejszych par w Polsce, bo wzbudzają emocje tym nieoczywistym kosmiczno-politycznym połączeniem. Emocje zarówno skrajnie pozytywne, jak i negatywne, co jest doskonałym przepisem na sukces.
Zobacz także: Sławosz i Aleksandra Uznańscy-Wiśniewscy ZOSTANĄ RODZICAMI! "Wiosną powiększy nam się rodzina"
Wiadomość o powiększeniu rodziny zelektryzowała internautów, a przyszłym rodzicom tylko dodała medialnego potencjału. Choć polityka i nauka wydają się być z dala od show-biznesu, to świat rozrywki regularnie się o nich upomina i w najbliższych miesiącach możemy się spodziewać zintensyfikowania ich telewizyjnej działalności. Głupotą byłoby z tego nie skorzystać, gdy w drodze jest kolejny mały kandydat do miana royal baby polskiego show-biznesu i można śmiało założyć, że ten rok będzie należał do Uznańskich-Wiśniewskich i raczej nieprędko zejdą na ziemię...
Zobacz także: Sławosz Uznański-Wiśniewski wydał oświadczenie: "NIE ZGADZAM SIĘ na hejt oraz ataki na moją rodzinę"