Ukochany Marceliny Zawadzkiej nadaje prosto z Dubaju. Mówi, jak teraz wygląda sytuacja: "Nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego"
Marcelina Zawadzka przekazała, że ona i Max Gloeckner nie zdecydowali się na ewakuację z ich domu w Dubaju. Teraz jej ukochany przekazał, jak obecnie wygląda sytuacja.
Marcelina Zawadzka i jej ukochany Max Gloeckner to jedne z osób, które bezpośrednio dotknął trwający konflikt na Bliskim Wschodzie. Na co dzień para mieszka w Dubaju i obecnie relacjonuje to, jak wygląda sytuacja na miejscu. Modelka wyjaśniała, że nie chce opuszczać domu i wraz z partnerem "wolą zostać u siebie".
Partner Zawadzkiej nadaje prosto z Dubaju
Marcelina zabierała już głos kilkakrotnie i deklarowała, że mimo obaw nie zamierza opuszczać Dubaju. Teraz z kolei wypowiedział się Max, który opublikował kilkuminutowe nagranie na Instagramie. Relacjonuje w tym, jak teraz wygląda sytuacja w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Dzień trzeci w Dubaju. Jest eskalacja, czy sytuacja się uspokaja? Wracając myślami do pierwszego dnia, nie będę owijać w bawełnę, nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego, rakiet w przestrzeni powietrznej i ich przechwycania. Były chwile niepewności. Co można zrobić w takiej sytuacji? Dowiadujesz się wszystkiego, oceniasz sytuację i podejmujesz decyzję. My przygotowaliśmy się na wypadek eskalacji, spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy do samochodu i byliśmy w gotowości, żeby wyjechać.
Polskie celebrytki mieszkają w Dubaju. "Mam spakowaną walizkę"
Jak już wiemy, podjęli jednak decyzję, aby zostać na miejscu. Max twierdzi, że rozumie ruch turystów, którzy chcą jak najszybciej wydostać się z Dubaju, ale sytuacja jego i Marceliny jest nieco inna.
To też inny poziom bezpieczeństwa i ryzyka. Bycie turystą, i przebywanie w pobliżu tych wysokich budynków, w które mogą trafić rakiety, wszystko rozumiem. Sporo ludzi tak pomyślało i uciekli do Omanu, od trzech dni wylatują z tych rejonów. Nasza sytuacja jest jednak trochę inna, bo mamy tu dom. Mamy tu rodzinę. Mamy tu sporo przyjaciół. Mamy osoby, które udzielają nam niezbędnych informacji. Myślimy pozytywnie. Wiemy, jakie jest ryzyko, gdy z nieba spadnie rakieta, ale jak duże są na to szanse? W Dubaju nie ma morza rakiet, zwykle jest ich z pięć czy sześć. (...) Pierwszej nocy była niepewność, potem już rozumiesz, co się dzieje i czujesz się nieco pewniej. Najzabawniejsze jest to, że człowiek się przyzwyczaja. Słyszysz huk i wiesz, że przechwycono kolejną rakietę. Nie panikujesz i przestajesz się tym tak przejmować.
Zdaniem Gloecknera sytuacja będzie się poprawiać z dnia na dzień i już widać pierwsze efekty. W opisie nagrania na Instagramie łączy się w bólu z ofiarami i apeluje, aby przede wszystkim zachować spokój.
Trzeciego dnia jest dużo spokojniej niż drugiego czy pierwszego. Myślę, że tak już zostanie i nie będzie gorzej. Ludzie znów chodzą po ulicach, dzieci się bawią, psy biegają na zewnątrz. Normalny dzień, po prostu z pewnym ryzykiem, które raczej się nie sprawdzi, ale jeśli jednak, to jesteśmy gotowi. Na razie myślimy pozytywnie i tego samego życzymy i wam. Jeśli jesteście w Dubaju, to wiecie, że nic wam nie grozi, a jeśli nie jesteście, to nie wierzcie zawsze w narrację mediów. Będzie dobrze, nie martwcie się.
Przypominamy, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradzało podróże do Zjednoczonych Emiratów już w styczniu. Jak poinformowano na stronie gov.pl, wynika to z potencjalnego ryzyka ataku terrorystycznego w związku z niestabilną sytuacją w regionie (wojna w Jemenie). Przestrzeń powietrzna dla ruchu cywilnego w wielu krajach regionu Bliskiego Wschodu pozostaje zamknięta.