Dla wielu osób trafienie "szóstki" jest spełnieniem marzeń. Wizja milionów na koncie, luksusowego domu i życia bez finansowych zmartwień wydaje się idealnym scenariuszem. Rzeczywistość bywa jednak znacznie bardziej brutalna. Nie brakuje historii osób, którym ogromna wygrana zamiast szczęścia przyniosła wyłącznie problemy. Jedną z najbardziej tragicznych jest los Billie'ego Boba Harrella z Teksasu.
WIDEOMaja Rutkowski ZIRYTOWANA pytaniem o samochód za milion złotych: "NIE PYTAJCIE MNIE O PIENIĄDZE"
Przez lata Amerykanin prowadził zwyczajne życie. Wychowywał z żoną Barbarą Jean trójkę dzieci i podejmował się różnych zajęć, by utrzymać rodzinę. Nie ukrywał swojej wiary i regularnie modlił się o odmianę losu. Ta przyszła w czerwcu 1997 roku, gdy wygrał główną nagrodę w Texas Lottery Jackpot - 31 milionów dolarów.
Wygrana zmieniła życie Billie'ego Boba Harrella
Harrellowie zdecydowali się nie odbierać całej kwoty jednorazowo. Zamiast tego mieli otrzymywać około 1,24 miliona dolarów rocznie przez 25 lat. Nagle stali się lokalnymi celebrytami, a o ich szczęściu mówiło całe miasto.
Billie Bob nie zapomniał o bliskich. Kupował rodzinie domy i samochody, wspierał lokalny kościół oraz pomagał potrzebującym, fundując między innymi świąteczne posiłki dla uboższych rodzin. Z czasem jego hojność zaczęła jednak obracać się przeciwko niemu.
Zaledwie osiem miesięcy po wygranej jego żona złożyła pozew o rozwód. Mężczyzna stracił nie tylko ukochaną osobę, ale również znaczną część majątku.
Fortuna zamiast szczęścia przyniosła dramat
Problemy finansowe zaczęły się piętrzyć. Harrell podpisał niekorzystną umowę z firmą finansową, zrzekając się wypłat z kolejnych dziesięciu lat w zamian za jednorazową kwotę 2,25 miliona dolarów. W praktyce oznaczało to rezygnację z pieniędzy wartych wielokrotnie więcej.
Najbardziej bolał go jednak rozpad rodziny. W listach do byłej żony błagał o kolejną szansę.
Nie chciałem tego. Chciałem tylko ciebie - pisał do Barbary.
Znajomym miał z kolei wyznawać, że znacznie szczęśliwszy był wtedy, gdy nie miał wielkich pieniędzy, ale miał przy sobie rodzinę. Według jego doradcy finansowego Billie Bob powiedział kiedyś, że "wygrana na loterii to najgorsza rzecz, jaka mu się kiedykolwiek przydarzyła".
Zmarł niespełna dwa lata po wygranej
22 maja 1999 roku, niecałe dwa lata po odebraniu wygranej, Billie Bob Harrell zmarł. Mężczyzna odebrał sobie życie w sypialni swojego domu - w tym samym miejscu, w którym wcześniej sprawdzał liczby na zwycięskim kuponie.
Jego historia do dziś jest przywoływana jako jedna z najbardziej tragicznych opowieści o ludziach, których życie diametralnie zmieniła gigantyczna wygrana. Okazało się, że miliony dolarów nie były w stanie zastąpić tego, co dla niego było najcenniejsze - rodziny i spokoju.