Michał S. został zatrzymany we wtorek, 21 lipca, kiedy jak gdyby nigdy nic wychodził ze śmieciami przed pójściem do pracy. Przełom w sprawie nastąpił dzięki pionierskiemu zastosowaniu genealogii genetycznej - daleki krewny podejrzanego zarejestrował swój profil w internetowej bazie DNA, co naprowadziło policję z Archiwum X na ślad 37-latka.
Szybko okazało się, że Michał S. mieszkał zaledwie kilkaset metrów od miejsca zbrodni i domu swojej ofiary. Przez 15 lat prowadził całkowicie normalne, spokojne życie. Skończył studia, ożenił się, chętnie dzielił się swoim szczęściem w mediach społecznościowych. Publikował zdjęcia ze spotkań religijnych na Lednicy, pisał o empatii i chwalił się sportowymi gadżetami.
ZOBACZ: Sprawa zabójstwa 13-letniej Izy. Archiwum X zabrało głos ws. teorii o żonie zatrzymanego Michała S.
"Oglądaliśmy zdjęcia, których na co dzień się nie ogląda"
Po zatrzymaniu mężczyzna w pierwszej rozmowie z policjantami przyznał się do winy, mówiąc: "Tak, to ja jestem osobą, która to zrobiła". Jednak, jak ujawniają śledczy, podczas oficjalnego przesłuchania w prokuraturze w obecności obrońcy, Michał S. przyjął inną taktykę. Choć formalnie przyznał się do zarzucanego mu czynu i wyraził skruchę, odmówił składania szczegółowych wyjaśnień i nie chciał szerzej opowiadać o tym, co dokładnie wydarzyło się w tamtych tragicznych chwilach.
Świadkowie mieli zeznać, że słyszeli krzyki z lasu
Wokół nocy, w której zginęła Iza, przez lata narosło wiele wątpliwości. Nowe światło na tamte wydarzenia rzucają analizy m.in. z popularnego podcastu kryminalnego "Piąte. Nie zabijaj", w którym twórcy pochylili się nad sprzecznościami w zeznaniach i wynikach sekcji zwłok. Najbardziej uderzająca rozbieżność dotyczy momentu śmierci 13-latki. Sekcja zwłok wykazała, że Iza już nie żyła w momencie, gdy znaleźli ją rodzice. Szacuje się, że zgon nastąpił około godziny 20:30, czyli mniej więcej dwie godziny przed tym, jak bliscy odkryli jej ciało w lesie. Jak to możliwe, skoro mama Izy wspominała w programie Michała Fajbusiewicza, że jej córka po odnalezieniu jeszcze "charczała"?
Pojawiają się sprzeczne informacje. Sekcja zwłok wykazuje, co teraz zaskakujące, że Iza już nie żyła w momencie, gdy znaleźli ją rodzice. Zgon nastąpił ok. godz. 20.30, czyli ok. dwóch godzin przed tym, jak odkryli ją w lesie. Jak to możliwe, skoro mama wspominała w programie Michała Fajbusiewicza, że córka charczała. Bardzo możliwe, że były to jej wrażenia, wydawało jej się, że Iza upadła, że coś jej się stało, że uderzyła się w jakiś sposób i nie mogła oddychać, dlatego podejmowała próby reanimacji, natomiast kiedy na miejsce przybyło pogotowie i policja, to okazało się, że dziewczyna już nie żyła
Wątpliwości budzi także sam motyw i przebieg napaści. Chociaż prokuratura ostatecznie postawiła Michałowi S. zarzut zabójstwa w związku ze zgwałceniem, wcześniejsze analizy medyczne wskazywały, że do pełnego stosunku (gwałtu) mogło nie dojść. Wiele wskazuje na to, że sprawca mógł zostać spłoszony. Okazuje się bowiem, że pracownicy pobliskiej giełdy towarowo-owocowej zeznali, iż ok. godziny 20:30 słyszeli krzyki dobiegające z lasu. Uznali je jednak za typowe, wakacyjne wygłupy nastolatków i zignorowali te odgłosy.
Krzyki mieli również słyszeć rodzice Izy.
Jako przyczynę śmierci ustalono uduszenie, bo na szyi Izy widoczne były charakterystyczne ślady, ale, co bardzo znaczące, nie doszło do gwałtu. Co to może oznaczać? Czy chodziło o zabójstwo z lubieżności? Czy może sprawca chciał wykorzystać ją, ale został spłoszony? Okazuje się bowiem, że pracownicy pobliskiej giełdy towarowej zeznali, że właśnie ok. 20.30 słyszeli krzyki dochodzące z lasu, ale uznali, że były to wakacyjne wygłupy nastolatków, i te same odgłosy po 20.00 słyszeli rodzice Izy, którzy w oczekiwaniu na powrót córki do domu przebywali na tarasie, ale są przekonani, że krzyki dobiegały z innego miejsca