Bagi popełnił KARDYNALNY błąd w relacji z Polsatem? "MISZCZAK PRZYCHYLIŁBY MU NIEBA". Jest szansa na pojednanie? (OKIEM PUDELKA)

Mijający tydzień przyniósł nam prawdziwe lato, a wyższe temperatury nie ominęły również polskiego show-biznesu. Momentami było naprawdę gorąco... Nieporozumienia, afery i głośne ogłoszenia - kto znalazł się w naszym podsumowaniu "Okiem Pudelka"?

Najciekawsze wydarzenia tygodnia "Okiem Pudelka"Najciekawsze wydarzenia tygodnia "Okiem Pudelka"
Źródło zdjęć: © KAPiF
Piotr Grabarczyk "Grabari"

Bagi podpadł Edwardowi Miszczakowi

Wydawało się, że jesteśmy świadkami narodzin nowej telewizyjnej gwiazdy i to z wymarzonym ojcem chrzestnym. Bagi tak bardzo zachwycił Edwarda Miszczaka podczas swojej przygody w "Tańcu z gwiazdami", że ten przychylił youtuberowi nieba. Dyrektor programowy Polsatu szybko zaczął obsadzać influencera w kolejnych rolach i produkcjach, a oczywistym finałem tej wielkiej internetowo-telewizyjnej miłości zdawał się być własny program Bagiego. I jak to bywa, gdy układało się już zbyt pięknie, przyszedł nieoczekiwany kryzys - Bagi stworzył "własny" format inspirowany polsatowską "Farmą", o czym podobno zapomniał uprzedzić i stację, i dyrektora. Ustalenia Pudelka, podane zresztą w dość eufemistycznej formie, nie pozostawiają wątpliwości - Miszczak się wściekł.

Bagi popełnił kardynalny błąd i zawiódł zaufanie Miszczaka, w dodatku w momencie, gdy ten był już gotowy zrobić z niego sztandarową gwiazdę Polsatu. Jest jednak dobra wiadomość - Edward nie należy do tych obrażalskich. Oczekuje natomiast lojalności, ale jej brak jest w stanie wybaczyć, jeśli interes Polsatu na tym nie ucierpi. Ktoś mógłby zadać sobie tutaj pytanie - Bagi potrzebuje bardziej Polsatu czy Polsat Bagiego? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ale można chyba zaryzykować stwierdzenie, że młoda publika, którą influencer mógłby przyciągnąć przed telewizory, jest kapitałem, z którego Miszczak nie zrezygnuje tak łatwo przez jedno "nieporozumienie". O ile na drodze nie stanie mu jego ego.

Wrzawa wokół serialu "Proud"

Na platformie HBO zadebiutował nowy polski serial, będący poniekąd rodzimą odpowiedzią na "Euforię". "Proud" to historia o młodym, pogubionym geju, którego imprezy trwają z piątku na poniedziałek, są mocno zakrapiane alkoholem i narkotykami, a poranna orgia to stały punkt programu. W pewnym momencie jednak spotyka go osobista tragedia i musi zająć się malutkim dzieckiem, co kompletnie wywraca jego dotychczasowe życie do góry nogami. W roli głównej odmieniony Ignacy Liss, wspierany przez fantastyczną obsadę i naprawdę jakościową oprawę audiowizualną. Serial zdążył już zdobyć wyróżnienia na zagranicznych festiwalach, a pozytywne recenzje wystawili mu dziennikarze z całego świata. Wydawało się więc, że produkcja jest skazana na sukces, tymczasem Liss zafundował jej niemały kryzys PR-owy - seria, delikatnie mówiąc, niefortunnych wypowiedzi o społeczności LGBT+ sprawiła, że aktor znalazł się pod obstrzałem homoseksualnej części odbiorców i aktywistów. W osobliwym repertuarze aktora wcielającego się w rolę geja, w kraju, w którym mniejszość ta nadal nie doczekała się podstawowych praw, były m.in. deklaracje o "apolityczności", niechęci do "darcia mordy na paradach" i uporczywe powtarzanie, że serial o geju tak naprawdę w najmniejszym stopniu dotyczy jego gejostwa, a tytuł "Proud" jest w zasadzie mylący.

Liss początkowo wchodził w dyskusje z internautami, ale ktoś szybko uznał, że będzie z tego tylko jeszcze większy pożar i aktor zamilkł. Milczy w social mediach i odwołuje umówione od tygodni wywiady, licząc pewnie, że wszystko ucichnie samo, a on swoją ignorancją i toporną wrażliwością nie pogrzebie produkcji, z którą wiązano duże nadzieje. Lissa przerosła rola geja, której podołał aktorsko, ale nie uniósł już ciężaru, z którym wiąże się promocja takiej kreacji. Odcinanie się od zdecydowanych deklaracji wsparcia dla społeczności, której kostium postanowił przywdziać, przy nerwowym i przerysowanym podkreślaniu, że jest heteroseksualny, jakieś majaczenie o tym, że cieszy się, że rola nie trafiła do aktora-geja... No trochę mleka się tu rozlało i ktoś tu chciał mieć ciastko i zjeść ciastko, a odbiło mu się to koszmarną czkawką. A szkoda, bo serial "Proud" sam w sobie jest świetny i zdecydowanie warto dać mu szansę, niezależnie od bełkotu Lissa.

Pierwsze nazwiska nowego "Tańca z Gwiazdami"

Ledwie kilka tygodni temu zakończyła się wiosenna edycja "Tańca z gwiazdami", a już ruszyła giełda nazwisk kolejnej - oficjalnie potwierdzono udział MandarynyHeleny Englert, co chyba nie jest dla nikogo zaskakujące, wywołało to sporo szumu. Część internautów oburza się na fakt, iż Mandaryna jest profesjonalną tancerką. Choć z tańcem towarzyskim nie miała do tej pory zbyt wiele wspólnego, to i tak daje jej to sporą przewagę nad innymi uczestnikami, co mogliśmy obserwować już przy okazji innych profesjonalistek występujących w "TzG".

Z kolei Helena Englert, najsławniejsze obecnie polskie "nepo baby", jest mocno zdeterminowana, aby poszerzać swój zasięg i walczyć o fanów. Najpierw z mieszanymi reakcjami spotkało się ogłoszenie jej koncertu na nadchodzącym Openerze, mając wydane jedynie trzy single, a teraz bycie w gronie "gwiazd" w "TzG". Jedno jest pewne - Helena sięga po wszystkie szanse, które dzięki znanemu nazwisku podsuwa jej życie. I czy naprawdę można ją za to winić?

Bagi
Bagi © KAPiF | KAPIF.pl
Edward Miszczak
Edward Miszczak © KAPiF | KAPIF.pl
Ignacy Liss
Ignacy Liss © KAPiF | KAPIF.pl
Ignacy Liss
Ignacy Liss © KAPiF | KAPIF.pl
Helena Englert
Helena Englert © KAPiF | KAPIF.pl
Helena Englert
Helena Englert © KAPiF | KAPIF.pl
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą