Friz i Wersow od kilku lat należą do grona najpopularniejszych twórców internetowych w Polsce. W ubiegłym roku para wzięła ślub, wspólnie wychowuje 3-letnią Maję, a już niebawem na świecie pojawi się ich drugi potomek - syn.
Wersow i Friz sprzedają willę. Chcą za nią prawie 5 milionów złotych!
Od momentu narodzin dziewczynka regularnie przewija się w mediach społecznościowych rodziców. Internauci mogli oglądać dosłownie wszystko z jej udziałem: rodzinne wakacje, codzienność, wspólne wyjazdy czy kolejne filmiki z prywatnych chwil. Niedawno influencerzy zabrali nawet córkę na scenę podczas Festiwalu Ekipy w Tauron Arenie, gdzie 3-latka pojawiła się przed tysiącami widzów.
Nic więc dziwnego, że od czasu do czasu wraca dyskusja o sharentingu i o tym, gdzie właściwie kończy się dzielenie rodzinnym życiem, a zaczyna budowanie zasięgów.
Friz o zarabianiu na wizerunku swojej córki: "To trochę półprawda"
Do tych zarzutów Friz odniósł się w podcaście "Z bliska" prowadzonym przez Małgorzatę Rozenek-Majdan. Influencer przyznał, że zarabiają na córce, ale "uspokoił", że nie wykorzystują jej do płatnych współprac:
Żeby też sprecyzować. Bo powiedzieć, że nie chcemy zarabiać na wizerunku dziecka, to jest trochę półprawda. Dlatego że my, publikując cokolwiek w naszych social mediach z dzieckiem, generujemy zasięgi i być może... no okej, na Instagramie nie zarabiasz z Instagrama, na przykład na YouTubie z wyświetleń zarabiasz. Ale nawet jak na Instagramie nie zarabiasz z wyświetleń z tych postów, na których nasze dziecko jest...
W tym momencie Małgorzata Rozenek-Majdan wtrąciła:
To buduje markę.
Pośrednio tak - zgodził się Friz.
Czyli - w dużym skrócie - współpracy z Mają nie ma, ale zasięgi są. A jak wiadomo, w świecie influencerów zasięg to waluta równie cenna jak przelew od reklamodawcy.
Influencer podkreślił jednak, że wraz z Wersow wyznaczyli zasadę dotyczącą córki.
My zastanowiliśmy się, gdzie dla nas jest granica. I ustaliliśmy, że rzeczywiście dla nas granicą jest współpraca komercyjna z markami zewnętrznymi. I w takim przypadku nie pokazujemy wizerunku Mai. Więc to jest dla nas granica i myślę, że każdy twórca, influencer, który ma dziecko, powinien tę granicę znaleźć sam i określić sam. Jeżeli ktoś uważa, że w ogóle nie chce pokazywać, to też jest okej - mówił.
Wygląda więc na to, że zdaniem Friza granica przebiega nie przy samym publikowaniu córki w internecie, lecz przy reklamach z jej udziałem. Czy takie wyjaśnienie przekona krytyków sharentingu?