Joanna Racewicz wyjątkowo dosłownie potraktowała hasło self-love. Dawna dziennikarka informacyjna w minioną sobotę ślubowała życie w zgodzie z samą sobą oraz wzmacnianie poczucia własnej wartości. Podczas uroczystości wyprawionej na łonie natury towarzyszyły jej najbliższe kobiety, które tak jak ona, zdecydowały się postawić na siebie.
Ceremonia powiedzenia samej sobie "tak" wywołała u sporej części komentujących salwy śmiechu, a panna młoda stała się obiektem drwin. Prowadzący czwartkowe wydanie "Dzień Dobry TVN", Dorota Wellman i towarzyszący jej gościnnie Norbi zaznaczyli, że nie zamierzają żartować z jej sologamii. Racewicz wyznała, że w jej przypadku ślubu nie należy utożsamiać z białą sukienką i ceremonią scalającą kobietę i mężczyznę.
Słowo "ślub" w języku polskim od lat ma też znaczenie uroczystej przysięgi złożonej publicznie, przy świadkach, na wierność jakimś przekonaniom. Ślubują żołnierze, uczniowie, kiedy idą do pierwszej klasy, policjanci, harcerze, strażacy lekarze. O tym jest moja przysięga - to jest słowo dane samej sobie, że już się nie zostawię
Joanna Racewicz nie wróci do pracy w telewizji? Ujawnia, co planuje teraz
Joanna Racewicz o manifeście miłości własnej
52-latka po występie w programie śniadaniowym zebrała myśli, którymi podzieliła się z obserwującymi na Instagramie. Raz jeszcze wytłumaczyła, jaka myśl przyświecała jej podczas ślubu z samą sobą.
Nie oczekuję, że każdy zrozumie symbol. Rozumiem, że można go odczytać na skróty, ale wierzę, że warto zapytać "dlaczego" zanim przyjdzie ocena i padnie oskarżenie. Bo nie chodziło o suknię. Nie chodziło o ceremonię. Chodziło o obietnicę. O tę najtrudniejszą - złożoną samej sobie.
Joanna Racewicz, która w ramach założonej dwa lata temu fundacji Kobiety Prze!Mocy aktywnie wspiera inne panie i propaguje działania przeciwko szerzeniu mowy nienawiści, podkreśliła, że swoją postawą pragnie zmotywować kobiety do zwrócenia uwagi na własne potrzeby i dobro.
Od lat spotykam kobiety, które potrafią być wyrozumiałe i troskliwe dla innych, a bezlitosne i okrutne dla samych siebie. Żyjące w wiecznym "muszę" zamiast "chcę". Znam to miejsce aż za dobrze. Też tam byłam. Obiecałam sobie, że już nie wrócę. Że opresja to zamknięty rozdział. I że zrobię wszystko, by zabrać stamtąd jak najwięcej kobiet. Jeśli będą gotowe.
Brzmi przekonująco?