9 lipca media na całym świecie obiegła smutna informacja o śmierci Bonnie Tyler. Legendarna piosenkarka od dwóch miesięcy miała poważne kłopoty zdrowotne. W maju artystka trafiła do szpitala w Faro po pęknięciu jelita i przeszła pilną operację, po której zapadła w kilkutygodniową śpiączkę farmakologiczną. Wybudziła się z niej w połowie czerwca, jednak kilka tygodni później zmarła.
Kelner ujawnia, jak Bonnie Tyler zachowywała się w Polsce
Bonnie Tyler wielokrotnie występowała w Polsce. Ostatnie koncerty artystki w kraju nad Wisłą odbyły się w 2025 roku, m.in. we Wrocławiu, Ostrowie Wielkopolskim i Bielsku-Białej. Piosenkarka pojawiała się również w rodzimych programach telewizyjnych. Było tak chociażby jesienią 2021 roku, gdy wpadła na nagrywki "Jaka to melodia?".
Wówczas piosenkarka zatrzymała się w jednym z pięciogwiazdkowych hoteli w Warszawie, a nam udało się porozmawiać z kelnerem, który obsługiwał ją w tamtejszym Executive Club Lounge. Piosenkarka zjawiła się nieco spóźniona, przez co część oferty nie była już dostępna. Jak się okazuje, Bonnie nie wymagała specjalnego traktowania, jak to mają w zwyczaju inne gwiazdy.
Bonnie Tyler przyszła z mężem około 40 minut po zamknięciu bufetu i nieco ponad godzinę przed zamknięciem lokalu. Wówczas serwowaliśmy jedynie słone przekąski i napoje. Weszli praktycznie niezauważeni, usiedli przy wolnym stoliku. Gdy do nich podszedłem i powiedziałem, że jedyne co mogę zaproponować na szybko to przekąski i napoje, nie robili żadnych problemów i grzecznie na wszystko poczekali. Na szczęście udało się zorganizować jeszcze coś na ciepło, za co byli bardzo wdzięczni - wspomina kelner.
Pracującego wówczas w hotelu kelnera zaskoczyło również zachowanie gwiazdy wśród innych gości.
Na sali zostało już bardzo mało gości, a charakterystyczny głos piosenkarki niósł się między stolikami, więc wszyscy po chwili zorientowali się, obok kogo siedzą. Kilka osób podeszło zagadać, zrobić sobie zdjęcie, co lekko mnie zestresowało. Trochę bałem się jej reakcji. W końcu była tam prywatnie, zmęczona po wielu godzinach nagrań, a słyszałem, że z gwiazdami bywa bardzo różnie w takich sytuacjach. Ostatnie czego było nam trzeba to spięcia i skargi na chwilę przed zamknięciem. I tu największe zaskoczenie. Zero fochów, przewracania oczami, czy pretensji do obsługi. Po prostu uśmiechnięta cykała sobie fotki i zamieniła kilka zdań z każdym, kto podszedł - dodaje.
Miłym zaskoczeniem było również samo zakończenie wizyty, a dokładniej napiwek. Bonnie wręczyła kelnerowi 25 euro, tłumacząc, że ma przy sobie tylko tyle gotówki. Warto zaznaczyć, że we wspomnianym saloniku goście nie otrzymują rachunków do stolików. Koszt dostępu do Executive Club Lounge jest doliczany do ceny pokoju i regulowany po wymeldowaniu, więc napiwki zdarzają się znacznie rzadziej niż w normalnych knajpach.
Spodziewaliście się, że była tak wyluzowana?