Maja Chwalińska poślizgnęła się i upadła na korcie. "Zaczęły łapać mnie skurcze w całym ciele"
Maja Chwalińska miała już wygraną na wyciągnięcie ręki, lecz uraz kostki jakiego nabawiła się w drugim secie, niestety, odwrócił losy spotkania o drugą rundę Wimbledonu. Tenisistka przyznała wprost, że był to jeden z najtrudniejszych meczów w jej karierze. Niewykluczone jednak, że jeszcze zobaczymy ją na londyńskich kortach.
"Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe" - słowa wypowiedziane przez legendarnego trenera Kazimierza Górskiego co prawda odnosiły się do przewrotności meczów piłki nożnej, lecz śmiało można ich użyć również w kontekście innych dyscyplin sportowych. Idealnie obrazują one sytuację Mai Chwalińskiej, która w dzisiejszym meczu w tegorocznej odsłonie Wimbledonu zwyciężyła w pierwszym secie i wypracowała sobie przewagę w drugim. Kiedy wydawało się, że Polka pewnie idzie po wygraną, wydarzyło się coś, czego nikt nie zakładał w nawet najczarniejszych scenariuszach.
Finalistka tegorocznego French Open przy piłce meczowej niefortunnie poślizgnęła się na korcie i upadła. Maja skorzystała z pomocy medycznej i po blisko 10 minutach wróciła do gry. Niestety, rywalka wykorzystała jej słabość i finalnie to właśnie ona cieszyła się z wygranej. Tym samym druga najwyżej sklasyfikowana polska zawodniczka musiała zakończyć udział w londyńskim turnieju już w pierwszej rundzie.
Julia Wieniawa MARZYŁA O KONTUZJI: "Jestem trochę CZAROWNICĄ"
Maja Chwalińska doznała kontuzji stawu skokowego
Mimo wyraźnych trudności z poruszaniem się i utrzymaniem tempa gry 24-latka nie poddała spotkania. Po ostatniej piłce i złożeniu gratulacji przeciwniczce z Tajlandii natychmiast udała się do szatni. Kibice Mai zaczęli snuć domysły, jak kontuzja wpłynie na jej kolejne starty.
Niezwykle zaangażowany menedżer tenisistki Piotr Szczypka w wypowiedzi dla Interii przyznał, że jego podopieczna miała straszliwego pecha.
Jeszcze nigdy nie przeżyłem czegoś podobnego, żeby z piłki meczowej w taki sposób potoczyły się wydarzenia. To jest okropne uczucie, gdy ktoś bliski tak cierpi, a ty nie możesz mu pomóc
W końcu głos zabrała sama zainteresowana. Maja Chwalińska podkreśliła, że źródła jej problemów na korcie nie należy upatrywać jedynie w doznanym urazie, a upadek był konsekwencją jej ogólnego zmęczenia.
Już pod koniec drugiego seta zaczęły łapać mnie skurcze w całym ciele. Myślę, że ich źródło nie było czysto fizyczne. Na pewno miał też udział stres, intensywny czas przed Wimbledonem, bo nie miałam perfekcyjnych przygotowań. To był jeden z najcięższych meczów w mojej karierze. Nowe doświadczenie dla mnie. Popłaczę sobie chwilę i działamy dalej
Sportsmenka przyznała, że nie żałuje decyzji o dokończeniu meczu. "Mogłabym żałować, gdybym skreczowała, więc chciałam grać dalej" - zaznaczyła. Być może Maja będzie miała jeszcze okazję zaprezentować się przed widzami w Londynie. Już na dniach miała wystartować w wielkoszlemowym turnieju deblowym w parze z reprezentantką Austrii Sinją Kraus. Wszystko zależeć będzie od stanu jej kontuzjowanej kostki.