Margaret wzięła szamański ślub w Peru, ale NIE CHCE GO LEGALIZOWAĆ w Polsce. "Nigdy nie marzyłam o białej sukni z trenem"

Margaret od lat idzie własną drogą i nie przejmuje się społecznymi oczekiwaniami. Tak było również w przypadku ślubu z Piotrem Kozieradzkim. Choć para powiedziała sobie "tak" już kilka lat temu, dziś 35-letnia wokalistka podkreśla, że nie zamierza formalizować związku w Polsce.

Margaret wzięła szamański ślub, ale NIE CHCE GO LEGALIZOWAĆMargaret wzięła szamański ślub, ale NIE CHCE GO LEGALIZOWAĆ
Źródło zdjęć: © AKPA, Facebook
Zulaz

Margaret, a właściwie Małgorzata Jamroży skończyła dziś 35 lat. Na swoim koncie ma takie przeboje jak "Thank You Very Much", "Cool Me Down" czy "Wasted", a przez lata dała się poznać jako artystka, która nie boi się iść pod prąd - zarówno zawodowo, jak i prywatnie.

Margaret o nowym projekcie muzycznym i swojej... pupie

Od kilku lat jej życiowym partnerem jest muzyk i producent Piotr Kozieradzki, szerzej znany jako KaCeZet.

Margaret na ślub zamiast urzędu wybrała szamanów z Peru

Margaret i Piotr Kozieradzki pobrali się w 2020 roku, jednak ich ceremonia nie przypominała tradycyjnego ślubu. Zakochani powiedzieli sobie "tak" podczas pobytu w Peru, gdzie uczestniczyli w warsztatach wokalnych. Uroczystość odbyła się z udziałem lokalnych szamanów i miała przede wszystkim duchowy wymiar.

Choć ceremonia miała dla zakochanych ogromne znaczenie, w świetle polskiego prawa nie jest uznawana za legalne małżeństwo.

Margaret nie planuje ślubu w Polsce

Jak się okazuje, Margaret wcale to nie przeszkadza. W najnowszym wywiadzie dla Plejady przyznała, że ani ona, ani jej partner nie czują potrzeby formalizowania związku w Polsce.

Nigdy nie byłam taka typowo dziewczyńska. Nigdy nie marzyłam o ślubie i białej sukni z trenem. W ogóle mnie to ominęło

- wyznała.

Dodatkowo artystka podkreśliła, że nie jest fanką organizacji, typowych dla celebrytów, wydarzeń m.in. słynnych gender reveal, czyli przyjęć podczas których ogłaszana jest płeć dziecka.

Gdy dziś widzę nagrania z reveal parties [przyjęcie, gdzie ogłaszana jest płeć dziecka - przyp. red.], chce mi się śmiać. Przepraszam, ale to dla mnie bardzo zabawne. Ludzie naciskają przycisk, coś leci w niebo i w ten sposób inni dowiadują się, jakiej płci będzie ich dziecko. Nie mogę z tego

- mówiła.

Dziennikarka zapytała również wokalistkę, czy nie przekonują jej kwestie formalne, takie jak choćby dostęp do dokumentacji medycznej partnera.

Pewnie gdy któreś z nas zachoruje, wtedy będziemy się tym martwić. Oczywiście, nam tego nie życzę. Ale wiesz, jak jest. Życie płynie, dużo się dzieje i się o tym nie myśli

- tłumaczyła.

To zresztą nie pierwszy raz, gdy Margaret otwarcie mówi o swoim podejściu do małżeństwa. Już wcześniej podkreślała, że najważniejsza jest dla niej obietnica złożona ukochanemu, a nie podpis złożony w urzędzie.

Nie wiem, nie myślimy o tym. Pomidor. Dla mnie tak naprawdę w ślubie najważniejsze jest to, co ja obiecuję sobie z moim partnerem i to, co my sobie obiecaliśmy. Chyba żaden papier nie jest w stanie tego zmienić. I tyle

- zaznaczyła w rozmowie z Plejadą.

Zgadzacie się?

 Uduchowiony ślub Margaret z KaCeZetem
Uduchowiony ślub Margaret z KaCeZetem © Facebook
 Uduchowiony ślub Margaret z KaCeZetem
Uduchowiony ślub Margaret z KaCeZetem © Facebook
Margaret
Margaret © AKPA
Margaret
Margaret © AKPA | Marcin Gadomski
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą