Ostatnie miesiące w polskim show-biznesie upływają pod znakiem medialnych doniesień o rozstaniu Krzysztofa Gojdzia i jego męża. Choć sprawa budzi ogromne emocje, podejście obu stron do tej sytuacji jest zupełnie inne. Podczas gdy znany lekarz medycyny estetycznej konsekwentnie unika publicznych zwierzeń na temat przeszłości, a swojego partnera określa mianem stalkera, ten drugi nie zamierza milczeć. Marcin Roznowski regularnie odsłania w sieci kolejne, szokujące kulisy ich wieloletniego związku.
Krzysztof Gojdź ujawnia, co wie na temat Justina Biebera. Ma kontakt z Hailey?
Mąż Gojdzia sam namaścił siebie mianem "asystenta"
Oliwy do ognia dolała ostatnia transmisja na żywo, którą Roznowski zorganizował na swoim profilu na Instagramie. Mężczyzna bez owijania w bawełnę opowiedział internautom o sekretach wspólnego życia u boku chirurga gwiazd. Wśród wielu rewelacji znalazło się zaskakujące wyznanie dotyczące jego oficjalnej roli u boku celebryty. Roznowski ujawnił, że to on sam był autorem planu, według którego w przestrzeni publicznej oraz w pracy miał udawać jedynie... asystenta swojego życiowego partnera.
Tak naprawdę asystenta wymyśliłem ja w 2016 roku. Jak zacząłem się spotykać z Krzysztofem, już pracowałem w administracji rządowej na wysokim stanowisku przez dziewięć lat, plus dodatkowo robiłem różne rzeczy w polskim show-biznesie. Uczęszczałem na eventy, a moją bardzo dobrą i bliską znajomą była Ola Ciupa. Jak zacząłem się spotykać z Krzysztofem, nie wiedziałem, co z tego będzie.
Zobacz także: Krzysztof Gojdź przyznał, że podpisał z (jeszcze) mężem INTERCYZĘ. Co dostałby Roznowski, gdyby spełnili jej warunki?
To jednak nie był koniec rewelacji, jakimi Roznowski podzielił się z widzami podczas medialnego rozliczania przeszłości. Marcin ogłosił, że to również z jego inicjatywy narodził się pomysł, aby Krzysztof Gojdź oraz jego bliska przyjaciółka, Ola Ciupa, udawali przed fotoreporterami i opinią publiczną zakochaną parę.
Wymyśliłem wtedy: "Słuchajcie, Ola, Krzysztof, może zróbmy z Was parę". Po po prostu, żeby uchronić Krzyśka i mnie, bo nie wiedziałem, co się zadzieje w przyszłości, więc dlaczego by nie. Powiedzmy, że jestem waszym asystentem i tak będzie chyba najwygodniej. No i oni to załapali, bardzo im to pasowało. Myślę, że dzięki temu Oli bardzo pomogłem, jeśli chodzi o jej początkową karierę. Uważam, że Krzysztofowi też, bo Krzysztof nie był wtedy medialną osobą, dopiero raczkował. Potraktowaliśmy to jako dobrą zabawę i tyle. Więc asystent to było tylko i wyłącznie w formie trzech miesięcy i tyle.
Zaskoczeni?