Krzysztof Gojdź, który w latach swojej celebryckiej świetności planował długowieczny związek z Olą Ciupą, sprytnie starał się wygumkować niewątpliwie istotny epizod ze swojego życia, jakim wciąż jest trwający od 2019 r. związek małżeński z dużo młodszym od niego Marcinem Roznowskim. Dziś istnieje on wyłącznie na papierze, lecz prawdopodobnie zmieni się to już 30 lipca, kiedy sąd prawdopodobnie orzeknie ich rozwód, o czym Krzysztof z dużą dozą pewności opowiedział dziennikarzowi "Faktu".
Wszystkie dowody na stalkerstwo są już dostarczone do sądu, więc podczas jednego posiedzenia sądu będzie rozwiązany ten akt notarialny małżeński.
Małżonkowie, których historia związku sięga dekady wstecz, stali się dla siebie największymi wrogami. Poza zarzutami o stalking Gojdź publicznie zarzucił swojemu mężowi przestępstwo seksualne. Dziś przerzucają się kolejnymi oskarżeniami w internecie, choć jeszcze do niedawna Krzysztof chciał załatwić z nim sprawy polubownie i bez niepotrzebnych złych emocji. Tak przynajmniej twierdzi Roznowski.
Krzysztof Gojdź przyleciał do Polski prywatnym samolotem. Na evencie pochwalił się torbą wartą fortunę
Krzysztof Gojdź po sześciu latach małżeństwa wniósł pozew o rozwód
Marcin Roznowski połączył się dziś na żywo z obserwującymi na Instagramie. Jak można było się spodziewać, zdecydowanie najwięcej pytań dotyczyło jego dobiegającego końca małżeństwa. Mężczyzna opowiedział, jak przebiegło ich ostatnie spotkanie, podczas którego miał niespodziewanie otrzymać dokumenty rozwodowe.
Ostatni kontakt face to face z Krzysztofem miałem na obiedzie, na który mnie zaprosił w zeszłym roku w październiku. Zaproponował mi spotkanie, abyśmy się dogadali. To była restauracja, gdzie stolik był na zewnątrz, fajna miejscówka, siadłem sobie naprzeciwko Krzysztofa i dosłownie po dwóch minutach jakaś osoba zaszła mnie od tyłu i rzuciła na stół papier rozwodowy z tekstem: "proszę podpisać". To mnie po prostu ścięło z nóg, ponieważ Krzysztof zaoferował mi spotkanie po przyjacielsku. Miałem wstać i wyjść, ale stwierdziłem, że nie muszę podpisywać tego dokumentu od razu, ponieważ mam 20 dni na podpisanie i powiedziałem, że na pewno mu nie podpiszę tu i teraz. Zaproponował mi, żebym wyluzował, żebym się nie stresował, żebyśmy porozmawiali.
Krzysztof Gojdź nie musi martwić się o konieczność płacenia alimentów po sfinalizowaniu rozwodu. Zgodnie z treścią podpisanej przez nich intercyzy nastąpiłoby to po upływie 10 lat od zawarcia związku małżeńskiego. Tymczasem panowie dotrwali do "zaledwie" siódmej rocznicy ślubu.