Wojciech Szczęsny jeszcze dwa lata temu szczerze cieszył się ze sportowej emerytury. Po zaledwie 36 dniach spędzonych w domu, uwzględniając konsultacje z żoną, postanowił przyjąć propozycję będącą marzeniem chyba każdego piłkarza. Bramkarz zasilił szeregi FC Barcelony, w której za kilka tygodni rozpocznie swój trzeci sezon.
Tym samym pozostanie jedynym polskim zawodnikiem Dumy Katalonii, bowiem jego najbliższy kolega z drużyny, Robert Lewandowski rozważa sportową przyszłość w jednym z saudyjskich klubów. To jednak nie brak codziennych spotkań z przyjacielem najbardziej smuci Szczęsnego. Właśnie dał wyraźnie do zrozumienia, że coraz bardziej odczuwa upływający czas.
WIDEOJana Szczęsnego do dziś na ulicy mylą z Wojtkiem. Jak na to reaguje?
Wojciech Szczęsny coraz gorzej znosi poranne treningi
Wraz z podpisaniem lukratywnego kontraktu 36-latek pozbawił się możliwości spędzania niemal każdej chwili z pociechami, rozkoszowania się smaczną poranną kawusią u boku Mariny i rozwijania swej architektonicznej pasji. Zamiast tego cały czas musi wylewać z siebie litry potu na treningach. Naturalnie wiąże się to z podporządkowywaniem rytmu dnia zobowiązaniom zawodowym.
Wojciech Szczęsny otworzył się na ten temat w programie TVP Sport "Oko w oko". Co obecnie jest dla niego największą niedogodnością?
Przemijanie w życiu jest miłym doświadczeniem, a w życiu zawodowym nie ukrywam, że każdy trening jest dla mnie większym cierpieniem, tzn. dużo więcej mnie kosztuje. I energii mentalnej, żeby rano wstać, i ciało bardziej czuję, ale traktuję to też jako takie wyzwanie, które stawiam sobie każdego dnia, żeby jakkolwiek nie było ciężko, to jednak wstać, pojechać na trening, dać z siebie wszystko. I wtedy masz takie uczucie po treningu, że ja jeszcze potrafię. Ale nie ukrywam, że nie jest łatwo
Przypomnijmy, że za swój pierwszy sezon w najlepszym obecnie klubie Hiszpanii Szczęsny przytulił trzy miliony euro brutto, i to bez uwzględnienia premii. Jest więc czego współczuć?