15 lipca 2023 r. w Krakowie doszło do tragicznego wypadku, w którym zginął syn Sylwii Peretti, Patryk. Kierowany przez niego samochód uderzył w betonowy słup. Badania wykazały, że miał we krwi 2,3 promila alkoholu i jechał z nadmierną prędkością. W wyniku zdarzenia zginął on oraz trzech pasażerów. Prokuratura Okręgowa w Krakowie umorzyła śledztwo, uznając Patryka za sprawcę.
Odkąd jej świat legł w gruzach wraz ze stratą jedynego syna, nieustannie podtrzymuje pamięć o pierworodnym. Czyni to głównie za sprawą swojego profilu instagramowego, zamieszczając nostalgiczne wpisy i wspólne zdjęcia z Patrykiem. We wtorek gwiazda "Królowych życia" przyznała, że uczciła rocznicę śmierci syna w wyjątkowy sposób, odwiedzając jego grób tuż po północy W środę 51-latka zamieściła wpis. Wraca w nim pamięcią do momentu, gdy usłyszała o fatalnym wypadku syna.
Tak wygląda grób Piotra Woźniaka-Staraka
Dziś mijają trzy lata od dnia, który podzielił moje życie na "przed" i "po" - zaczęła. Nie opowiem Wam o tych trzech latach. Ale pierwsze godziny pamiętam doskonale. Minęło pięć godzin, zanim wróciłam do domu z cmentarza.Najtrudniej było wejść do domu, z którego kilka dni wcześniej mój Syn wyszedł po raz ostatni. Wiedziałam, że już go tam nie ma. A jednak, naciskając klamkę, jakaś część mnie wciąż wierzyła, że usłyszę: "Mamuśka... już jestem".
Sześć godzin później ktoś zrobił herbatę - kontynuowała. Ktoś zapytał, czy coś zjadłam. Ja nie słyszałam prawie nic. Patrzyłam tylko na jego ulubione - puste już miejsce. Dziewięć godzin później zostaliśmy tylko ja i Łukasz. Kiedy zamknęły się za wszystkimi drzwiami, została cisza. Do dziś nie wiem, skąd matka bierze siłę, żeby przeżyć własne dziecko. Następnego dnia zrozumiałam, że to nie był koszmar. To było moje nowe życie.
Trzy dni później świat wrócił do swojej codzienności - ciągnęła. Ludzie do pracy. Do swoich rodzin. A ja każdego dnia wracałam do domu z nadzieją, że wydarzył się cud. Pół roku później ludzie coraz rzadziej pytali, jak się czuję. Tak wygląda życie. Tylko matka zatrzymuje się w dniu, w którym straciła swoje dziecko. Dwa lata później nauczyłam się uśmiechać. Ale nigdy nie nauczyłam się żyć bez tęsknoty.
W dalszej części celebrytka wspomniała o mężu Łukaszu P., który siedzi obecnie w areszcie pod zarzutem wyłudzenia 7,5 mln złotych i oszustw podatkowych, za co grozi mu kara nawet 25 lat pozbawienia wolności.
Przez te trzy lata wracałam do domu, w którym czekał na mnie Łukasz - napisała. Po prostu był. Dziś wracam do pustego domu. Nie czeka już na mnie nikt. Zostałam sama. Sama ze swoimi myślami, z problemami. Ludzie mówią, że jestem silna. A ja wiem tylko, jak ciężko żyje się ze świadomością, że wszystko, co było dla mnie najważniejsze, już straciłam.
Znacie moją historię. Jeżeli po tym wszystkim miałabym zostawić Wam jedną radę, byłaby taka sama jak zawsze. Doceniajcie obecność. Kochajcie się. Nie odkładajcie słów "kocham Cię" i "przepraszam". Nie wychodźcie z domu pokłóceni. Bo nic nie jest dane na zawsze. Dziś ktoś siedzi naprzeciwko Was przy stole. Je śniadanie. Zostawia po sobie okruszki. Jutro może go już nie być. A Wy będziecie gotowi całować nawet te okruszki, byle jeszcze przez chwilę poczuć jego obecność - dodała na koniec.