Od kiedy to celebryci zaczęli komentować politykę? Przecież wiadomo, że niektórym z nich wystarczy pokazać pod nosem mikrofon, a oni widząc go, będą gadać, co im ślina na język przyniesie. Celebryci, których zadanie jest proste, mają błyszczeć, świecić, grać w filmach, śpiewać piosenki, czasem generować skandale obyczajowe, nagle stali się opiniotwórczy. W pandemii stali się "ekspertami" od szczepionek, kiedy wybuchła pełnoskalowa wojna w Ukrainie, stali się "ekspertami" od polityki międzynarodowej. Po drodze jeszcze diagnozowali ludzi w sieci, leczyli im emocje, jelita, skórę, włosy i bezsenność. No i mówili o idealnym życiu, wiadomo.
Karolina Korwin Piotrowska o kulisach pracy w TVN i konflikcie z gwiazdami
Mamy 2026 rok i Doda, która kiedyś zarzekała się, że w politykę nie wejdzie, od jakiegoś czasu stała się aktywna politycznie. Polubiła inny od estradowego i sądowego kontekst obecności. Zaczęło się od schronisk, gdzie rozkręciła dużą rzecz, słusznie uderzała w samorządy i w polityków, ale potem się z nimi fotografowała i bywała na komisjach sejmowych. Potem kolportowała różne, czasem szalone, teorie spiskowe w związku ze śmiercią posła Litewki i dopiero interwencja jego rodziny ją powstrzymała.
W czerwcu była sprawa z pewną Żabką i Ukrainką, która chciała tam zatrudniać tylko swoich rodaków. Doda uznała, że Ukraińcy plują nam w twarz, zebrała lajki i poparcie, ale na tym nie koniec. Na niedawnej imprezie Doda została zapytana znowu o relacje polsko-ukraińskie. No bo jak pytać o relacje dwóch krajów, w związku ze zbliżającą się rocznicą Rzezi Wołyńskiej, krajów z bardzo skomplikowaną historyczną przeszłością z obu stron, to nie potrzebujemy do tego historyka, dziennikarza, zapytajmy na evencie piosenkarkę. Będzie się klikało. Padło m.in. "zapraszam wypie******" plus wiele refleksji o niewdzięczności ze strony Ukraińców, ich roszczeniowości, lajkowanych i wspieranych w komentarzach przez wielu celebrytów.
I dzisiaj słyszę, po tym, jak portal, który to udostępnił, rolkę szybciutko skasował, choć ta została skopiowana i poniosła się po sieci jak tsunami, że to, co powiedziała Doda, obecna na scenie od 28 lat, osoba, która udzieliła setek wywiadów, zostało wyjęte z kontekstu. W kategorii dowcip roku mamy zwycięzcę już latem.
Zacznijmy od tego, że ona nie ma już 6 lat. Ona nawet nie ma już 18 lat. Powtarzam - jest prawie 30 lat w szołbiznesie. Nie jest niepełnosprawna intelektualnie. Ma podobno wysokie IQ, choć, co Wątor pokazał, dokładnie nie wiadomo, jak wysokie. Ona jest szczwanym medialnym lisem, który doskonale wie, co, kiedy i do kogo mówi. Jest świadoma wypowiadanych przez siebie słów i wie, do kogo one trafiają i jaki wywołają skutek.
Nie róbmy z niej oczadziałej idiotki, bo nią nie jest, ona doskonale wie, co robi i jakie będą skutki tych słów. Ona wie, że takim gadaniem będzie miała lepszy poklask, niż walcząc o pieski, kotki czy cokolwiek równie ryzykownego, szczególnie dla tej strony politycznej dla której "psiecko" to obelga i potwarz. Wie, na jaki grunt jej słowa trafiają, a statywy do mikrofonu udające dziennikarzy jej w tym przytakują, bez żadnego oporu, bo mają w tym swój interes. Będzie klikalna rolka, viralem się poniesie i pensja będzie na koncie.
Nie wiem, czy ona robi to, jak niektórzy sugerują, bo chce, by ją prezydent kiedyś ułaskawił, bo zbliża się jej proces o pomocnictwo w przestępstwach finansowych. Do ułaskawienia potrzebny jest wyrok, a tego nie ma. Na pewno wie o negatywnych nastrojach wobec Ukraińców w Polsce, słyszała o pobiciach na ulicach miast, o wyzwiskach. Jest uzależniona, jak każdy na szczycie, od medialnej obecności, widoczności i poklasku, co w połączeniu z jej medialnym instynktem, pozwala myśleć, że mamy w Polsce naszą odpowiedź na Nicki Minaj, która bawi się w rywalizację z politykami i samozwańczymi kozakami w to, kto upadnie niżej, kto gorzej, bardziej chamsko i ohydnie odezwie się do innego człowieka.
Trump ma Nicki Minaj. Nawrocki ma Dodę. A ja myślę o tej dziewczynce, którą jakiś podkręcony przez wrzaskliwą narrację medialną kozak zwyzywał od najgorszych w autobusie, bo rozmawiała po ukraińsku, robiła to w kraju, do którego uciekła, bo w jej ojczyźnie jest wojna. Póki co żadna polska dziewczynka nie musi stąd uciekać. Może warto o tym pamiętać, zanim się coś palnie dla chwilowego poklasku, paru lajków i serduszek. I zastanawiam się, czy i kiedy celebryci przestaną być bezkarni i poniosą konsekwencje gadania kolejnych bredni. Może to już czas.