Wojciech Fibak tłumaczy się z powiązań z Epsteinem: "Nie byłem jego kolegą ani przyjacielem"
Nazwisko Wojciecha Fibaka figuruje w dokumentach dotyczących afery Jeffreya Epsteina. Były tenisista stwierdził, że nie mógł nazwać go nawet swoim kolegą, a ich relacja wynikała jedynie ze wspólnej pasji do sztuki. Wierzycie mu?
Amerykański Departament Sprawiedliwości od kilku miesięcy ujawnia nowe dokumenty związane z Jeffreyem Epsteinem, amerykańskim finansistą, którego ogromne wpływy i setki milionów dolarów na koncie nie uchroniły przed koniecznością odbycia kary więzienia za oskarżenia o wykorzystywanie seksualne nieletnich. Posiadacz astronomicznej fortuny nie doczekał jednak procesu sądowego. Na kilka miesięcy przed prawdopodobnym skazaniem na 45 lat pozbawienia wolności, znaleziono go powieszonego w celi.
Tzw. akta Epsteina zostały właśnie uzupełnione o niepublikowane wcześniej fotografie Andrzeja Mountbatten-Windsora, uchwyconego, jak klęczy nad nieruchomą kobietą, co doszczętnie pogrążyło wizerunek byłego księcia. Równocześnie opublikowano wymianę wiadomości nieżyjącego od ponad 6 lat przedsiębiorcy z modelkami pochodzącymi z naszego kraju. Mężczyzna obiecywał im złote góry, w rzeczywistości próbując zwabić je do siebie. Jak się okazało, to nie jedyny polski akcent w tej obrzydliwej sprawie. Na pokaźnej liście nazwisk polityków i biznesmenów, którzy mieli do czynienia z Epsteinem, znalazł się też Wojciech Fibak.
Materiały z prywatnej wyspy Jeffreya Epsteina
Wojciech Fibak nawiązał znajomość z Epsteinem
Przypomnijmy, że emerytowany tenisista był już posądzany o pośredniczenie w kontaktach między młodymi kobietami szukającymi łatwego zarobku a zamożnymi mężczyznami mającymi zostać ich sponsorami. W tym celu dziennikarka tygodnika "Wprost", Malina Błańska, w 2013 r. przeprowadziła prowokację dziennikarską mającą ustalić, czy Fibak rzeczywiście zajmuje się tym haniebnym procederem.
Jak wynika z udostępnionych właśnie maili, jesienią tego samego roku Wojciech Fibak umówił się mailowo na spotkanie z Jeffreyem Epsteinem. Panowie mieli omówić temat inwestycji w sztukę, co niejako potwierdza widniejąca przy nazwisku byłego sportowca wzmianka "Fine Arts Investments".
W rozmowie z "Faktem" 73-latek potwierdził ich znajomość, która według niego wynikała z mieszkania nieopodal siebie.
To nie była postać anonimowa w Nowym Jorku. Byliśmy sąsiadami. Widywaliśmy się w restauracjach, na wernisażach i mieliśmy wielu wspólnych znajomych. 99,9 proc. osób znało go właśnie z tej strony kultury, jako człowieka eleganckiego z szerokimi zainteresowaniami
Wojciech Fibak wspomniał w kontekście finansisty, że "mała cząstka osób znała jego ciemną stronę". Twierdzi też, że nie miał pojęcia o istnieniu słynnej już wyspy Epsteina, na którą miał zapraszać zaprzyjaźnione z nim znane osoby celem odbywania stosunków z udziałem nieletnich.
Nie byłem jego kolegą ani przyjacielem. Znaliśmy się przelotnie po sąsiedzku, jak to w Nowym Jorku. On wiedział, że jestem kolekcjonerem sztuki. Ten mail, który wymieniliśmy między sobą, pojawił się właśnie w tym kontekście. Ja zbierałem obrazy Warhola i Basquiata, a on także był kolekcjonerem i przy tym osobą bardzo oczytaną
Przekonująca argumentacja?
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Sarah Ferguson miała zapewnić, że Jeffrey Epstein NIE JEST pedofilem: "Jeśli delikatna perswazja nie zadziała, musimy podkręcić temperaturę"