Anna Mucha podała do sądu Paulinę Smaszcz, która opublikowała jej wrażliwe dane w sieci. Aktorka wygrała z celebrytką, ale ta się odwołuje. Mucha wyznała w programie "Portret", że "byłoby jej wstyd iść do sądu z czymś tak głupim".
W listopadzie ubiegłego roku Anna Mucha triumfowała w sądzie w sprawie, którą wytoczyła Paulinie Smaszcz. Przypomnijmy, że "kobieta petarda" udostępniła w sieci treść wezwania otrzymanego od prawnika byłego męża, a przy okazji upubliczniła dane wrażliwe świadków, między innymi Anny Muchy. Sąd uznał, że eks Macieja Kurzajewskiego dopuściła się zarzucanego jej czynu i warunkowo umorzył postępowanie na 2 lata, a 53-latka postanowiła się odwołać.
Teraz Anna Mucha gościła w studio Wirtualnej Polski. Pytana przez Michała Dziedzica o to, ile ma teraz spraw w sądzie wspomniała o Paulinie Smaszcz.
To jest absurdalna sytuacja. Mnie, jako człowiekowi, jako obywatelowi, jako matce, byłoby wstyd, że idę do sądu z czymś tak głupim. Odwołuję się, mówię teraz o niej. Byłoby mi wstyd, że swoją sprawą blokuję sąd. To jest sprawa karna. To jest sytuacja, w której sąd ma naprawdę dużo ważniejsze i dużo poważniejsze sprawy do rozstrzygnięcia. To jest sąd, który w pewnej chwili musi się zajmować jakąś panią, która miała chwilową, nie wiem, pomroczność jasną albo coś i wrzuciła moje dane do internetu. (...) Dwa razy sąd powiedział: "nie wolno tego typu rzeczy robić", ludzie jej zwracali uwagę, pisali do niej, a ona mimo wszystko brnie
- stwierdziła.
Anna Mucha zdradziła również, czy zamierza odpuścić Paulinie Smaszcz i opowiedziała o tym, w jakich kwestiach jest nieustępliwa. Fragment programu "Portret" dostępny w wideo powyżej.