Dominika Clarke, która z jedenaściorgiem dzieci i mężem przeprowadziła się do Tajlandii, regularnie publikuje w internecie kadry z prywatnego życia. Taka aktywność budzi spore kontrowersje, a zaniepokojeni obserwatorzy zarzucają jej uprawianie sharentingu i brak dbałości o prywatność najmłodszych. W odpowiedzi na krytykę celebrytka odpaliła się na live'ie, na którym pokrętnie tłumaczy swoje podejście do obecności maluchów w mediach.
Każdy ma w życiu swoim wybór i robi to, co uważa. Nie jest to zabronione żadnym prawem na razie, więc nie robię nic wbrew przepisom. Każdy może wybierać to, co chce dla swoich dzieci. Niektórzy wybierają, że dzieci grają w reklamach, niektórzy w filmach, niektórzy są piosenkarzami, uczestniczą w różnych teleturniejach
WIDEOKarolina Gilon BRONI sharentingu i pokazywania syna w sieci: "Nie zarabiam na dziecku! TO JEST DLA NIEGO"
Dominika Clarke porównuje sharenting do wysyłania dzieci na zajęcia dodatkowe
Dodajmy, że oprócz sharentingu widzowie zarzucają Dominice Clarke zaniedbywanie swoich dzieci. Kobieta ma ich jedenaścioro, przy czym jest chronicznie online. Widzowie nieraz zwracali uwagę, że jej najmłodsze pociechy wyglądają na niedożywione, a także – na oko internautów – nie rozwijają się prawidłowo.
Każdy wybiera dla swojego dziecka to, co jest najlepsze. Niektórzy uczestniczą w jakichś takich wiecie, sportowych, że chodzą na zajęcia, ćwiczą, w turniejach biorą udział. No jasne, coś osiągają, ale zabiera im się tak jakby dzieciństwo. Także każdy wybiera życie swoich dzieci wedle swojego myślenia. Ja wybrałam tak. Na razie za to nie zamykają, ale może się to zmienić
Po pierwsze: co ma piernik do wiatraka? A po drugie - to, że coś nie jest zabronione prawnie, nie zawsze oznacza, że takie zachowanie jest moralnie właściwe.