Krzysztof Rutkowski doskonale wie, jak wywołać wokół siebie zamieszanie. Czasem ma to związek z jego działalnością detektywistyczną, a niekiedy z przerysowanym stylem i "nowobogackim" podejściem do życia. Tak, mowa oczywiście o złotym zębie, który niedawno sobie zafundował.
Dramat Rutkowskiego: nawet w Bangkoku nie ma chwili wytchnienia
Teraz wszystkie oczy znów są skierowane na niego, bo postanowił wybrać się na rozmowę do podcastu Żurnalisty. I robił dokładnie to, z czego jest znany, czyli trochę się chwalił, a trochę żalił na los gwiazdy. Na pytanie o cenę sławy "Rutek" stwierdził, że gdziekolwiek się nie pojawi, to musi się pilnować, bo zawsze musi być czujny.
Kiedy jestem w miejscu, gdzie chcę naprawdę odpocząć, przeszkadza mi to, że ja się cały czas muszę pilnować. To nie jest tak, że jestem w Bangkoku, na Phuket czy w Medellin, idę do baru, siadam, biorę piwo i się bawię - nie, ja się cały czas kontroluję. Jestem cały czas pod obstrzałem, bez względu na to, pod jaką szerokością geograficzną bym nie był.
Pierwszy wywiad córki Mai Rutkowski. Jakim ojczymem jest Krzysztof?
Podał nawet przykład. Niedawno próbował zrelaksować się w Bangkoku i znów ktoś mu przeszkadzał, bo "wyjął iPada i zaczął go bezczelnie nagrywać".
Ostatnio w Bangkoku jestem, lubię takie jedno miejsce, gdzie mogę sobie wziąć piwo, jakąś dobrą tajską zupkę i sobie miło spędzić czas. Podchodzą dwie osoby, dziewczyna z chłopakiem, siadają na zewnątrz na przeciwko mnie. Ona otwiera iPada i go kieruje na mnie, tutaj coś robi w tym iPadzie, ale tak bezczelnie, wiesz. A ja wtedy wstaję, łups tego iPada i mówię: halo, co ty robisz? A ona mi po polsku odpowiada, a ona "przepraszam" i zaczyna płakać. Dlaczego ty mnie nagrywasz? Kto cię do tego upoważnił?
Wywiązała się między nimi dyskusja, a wytatuowany prowadzący zauważył, że nagromadzenie pytań przypominało wręcz przesłuchanie czy "background check".
A ty co, pozwalasz na to? Do tego chłopaka. Czym ty się zajmujesz? "A ja jestem inżynierem elektrykiem i właśnie tu oglądamy te linie, które są tak puszczone na zewnątrz". Ja mówię: człowieku, co ty w ogóle gadasz? Wy jesteście chorzy na łeb?
Wszystko się ponoć jednak dobrze skończyło, bo "Rutek" kupił im piwo i sobie pogadali. Jak widać, tak się właśnie wychodzi z opresji, gdy ktoś Was nagrywa i jest to uciążliwe.
Ja miałem policję wezwać. No dobra, usiedliśmy - to czego się napijecie? "My też bardzo chcielibyśmy piwo". Pogadaliśmy, pośmialiśmy się, potem kurz już opadł, sympatycznie, cześć cześć, "i nie róbcie tego więcej, bo słabo to wygląda". Widzisz, i to jest Bangkok. Jak się możesz czuć? I to daje do myślenia, trzeba cały czas uważać.
Wam też "dało do myślenia"?