Jawor uciekł z Dubaju, ale wciąż się pogrąża: "Nie śledzę polityki i mediów. Nawet NIE WIEM, KTO TO EPSTEIN"
Konflikt na Bliskim Wschodzie to obecnie temat numer jeden w mediach. O tym, że sprawa jest poważna, na własnej skórze przekonali się Jawor i jego ciężarna żona. Wcześniej o niczym nie mieli pojęcia, z czego youtuber teraz się tłumaczy.
Eskalacja konfliktu w Iranie to obecnie medialny temat numer jeden. Po nalotach w odpowiedzi na atak ze strony USA i Izraela doszło do rozległych zniszczeń i zamknięcia przestrzeni powietrznej, przez co wielu rodaków nie jest w stanie wrócić do kraju. Dotyczy to m.in. Dubaju. To właśnie tam - w dniu pierwszych ataków - polecieli youtuber Jawor i jego żona Zukoll.
Jawor nie wiedział, co się dzieje w Dubaju. "Z***aliśmy"
Para influencerów na bieżąco relacjonuje na Instagramie to, jak wygląda sytuacja na miejscu. Jak wspominał, mieli zarezerwowany bilet z Omanu, jednak lot został odwołany, a na ulicach Dubaju panuje zupełna pustka. Warto wspomnieć, że Jawor i jego żona nie są jedynymi kojarzonymi osobistościami sieci, które tam utknęły, bo dotyczy to również Andziaks i Luki z rodziną.
W kierunku influencerów momentalnie posypały się oskarżenia, że mogli się przecież doedukować i nie ryzykować podróży w te rejony. Jawor w odpowiedzi twierdził, że on i żona "nie śledzą mediów", a ich tiktokowy algorytm to "głównie ogłoszenia ciąży", więc na szczegóły konfliktu na Bliskim Wschodzie już nie było tam miejsca.
Totalnie nie wiedzieliśmy. Nie śledzimy mediów, szczególnie w ostatnim okresie, który był dla nas dość intensywny. Nasz TikTok to są głównie ogłoszenia ciąż. Tak, dokładnie, więc totalnie nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Nie przylatywalibyśmy tutaj, gdybyśmy wiedzieli, że sytuacja jest tak napięta
Gdy sprawę podłapały i rozdmuchały portale, Jawor uznał, że trzeba się wytłumaczyć. Teraz deklaruje, że wyjazd jego i żony z Dubaju wcale nie wynika ze strachu, tylko z tęsknoty za synem.
Chciałbym się też odnieść do dwóch rzeczy. Wyjeżdżamy z Dubaju nie dlatego, że się boimy, ale po prostu jesteśmy bez Maksia i nie chcemy go zostawiać dłużej bez nas w domu (i tak te 4 dni urlopu były dla nas długim okresem). A jak zamkną ostatnią strefę powietrzną, to będzie problem (chociaż czuję, że za 2/3 dni będzie już wszystko w normie).
Karolina Pisarek o inwestycji w Dubaju. "Ma ponad 300 metrów, 5 sypialni..."
Na tym jednak nie koniec. Jak twierdzi, nie wiedział, co się dzieje, bo geopolityka po prostu go nie interesuje i tyle. Podobnie zresztą jak inne głośne afery, w tym odtajnienie akt sprawy Jeffreya Epsteina, co jakimś cudem też stało się częścią jego insta-oświadczenia. Tym, którzy go krytykują, zarzuca hipokryzję, bo sami pewnie nie wiedzą nic o rynku Forex, a on już tak.
Najpierw pisaliście, że wystarczyło obejrzeć jakiegokolwiek tiktoka, żeby wiedzieć, co się dzieje, a potem jak Ola na to odpowiedziała, to podłapaliście i stwierdziliście, że my tylko z tego korzystamy (a nawet nie powiedzieliśmy, że tylko z tego korzystamy jako źródła informacji). Prawda jest taka, że GOV średnio jest aktualizowane i na przykład przy Tajlandii zawsze macie napisane, że lepiej unikać podróży, a i tak każdy tam lata. Gdybym miał z tych info korzystać, to bym musiał siedzieć w Polsce, więc już dawno przestałem to czytać. A polityki (szczególnie zagranicznej) totalnie nie śledzę i ogólnie mediów (do takiego stopnia, że nawet nie wiem, kto to Epstein i nie wiem, o co chodzi z całą tą sprawą), bo po prostu nie jestem fanem tych informacji i czytanie ich mnie po prostu nudzi. Wyzywanie kogoś z tego powodu świadczy tylko o ilorazie inteligencji osoby, która dopuszcza się takich wyzwisk. To tak, jakbym teraz ciebie zapytał, jak wygląda rynek Forex i zaczął cię wyzywać, bo nawet nie wiesz, co to. Takie tematy mnie bardziej fascynują i je śledzę i się edukuję, a nie jakaś wyspa Epsteina. Tak jak freak fighty, współczuję każdemu, kto to śledzi i traci na to swój czas.
Na koniec Jawor podzielił się zaskakującą refleksją, że z ukochaną często podróżują do Dubaju i przecież "jak jesteś gdzieś często, to nie sprawdzasz info". Ale - żeby nie było - na koniec przyznał, że "z***ali" i mają nauczkę na przyszłość.
A wracając do naszego braku świadomości. Dochodzi tutaj jeszcze kwestia częstych podróży do Dubaju. Jak widzicie, latamy tu często. Po prostu lubimy to miejsce, a jak jesteś gdzieś często, to nie sprawdzasz info. Założę się, że jeżeli ktoś z waszej rodziny pracuje za granicą i regularnie wyjeżdża i wraca non stop do tego kraju, to nie czyta informacji o tym miejscu. Tak było tutaj... Podsumowując: tak, z***aliśmy i możemy winić tylko siebie. Ale mamy potężną lekcję na przyszłość. Przynajmniej wiemy, że drugi raz tego samego błędu nie popełnimy i będziemy analizować sytuację na świecie przed podróżą.
A jeśli byliście ciekawi, co u nich słychać, to na koncie Oli pojawił się nowy update. Ona z kolei - wbrew słowom męża - twierdzi, że jednak się boi i ostatnia doba była dla niej bardzo stresująca. Obecnie przebywają w Omanie.
Jesteśmy aktualnie w Omanie i jutro mamy stąd lot (oby się udało wylecieć). To były najbardziej stresujące 24h w moim życiu... Tyle stresu, ciężkich decyzji, płaczu i praktycznie zero snu, a to wszystko w ciąży... W tej całej sytuacji cieszę się, że Maksiu jednak został w domu z rodzicami. Mam nadzieję, że sytuacja się szybko uspokoi i że uda nam się dolecieć do Maksia jak najszybciej.