Ostatnie dni upłynęły nam pod znakiem potężnej afery wokół nowej odsłony "Nigdy w życiu!". Wszystko przez rolę Tosi, która skończyła się głośnym konfliktem między Joanną Jabłczyńską a produkcją serii. Pojawiły się nawet groźby wejścia na drogę sądową, a potem wszyscy zaczęli się przepraszać.
Joanna Brodzik nie chciałaby wrócić do "Nigdy w życiu!"?
Dziś już wiemy, że nie wszyscy bohaterowie serii powrócili na plan w dawnych rolach. Oprócz Jabłczyńskiej do obsady nie załapała się Joanna Brodzik, o czym pierwsza z pań poinformowała w odpowiedzi na jedno z pytań fanów. Jak udało nam się ustalić, wynikało to chociażby z faktu, że postać Uli nie pojawiła się w scenariuszu nowego filmu.
Postać Uli, przed laty granej przez Joannę Brodzik, nie występuje tu w scenariuszu. To jest inna historia, która dzieje się lata później. Przyjaciółka Judyty i jej mąż w niej nie występują, pojawią się za to nowe postacie
WIDEOO co chodzi w aferze wokół "Nigdy w życiu! 2"? "Produkcja i Jabłczyńska proponują DWIE RÓŻNE WERSJE WYDARZEŃ" (WIDEO)
A jeśli byliście ciekawi, jak to wygląda z perspektywy samej Joanny, to właśnie gościła w podcaście Polskiego Radia "Kultowe Polskie Komedie" i padło tam takie pytanie:
Są takie pomysły często, żeby wracać dziś do czegoś, co było na przykład 20 lat temu. Powstają takie teraz, "Glina" wrócił po 17 latach jako serial. Czy ty myślałaś kiedyś, czy chciałabyś wrócić do którejś z tych bohaterek?
Z ust Brodzik padła prosta deklaracja - nie jest zainteresowana wracaniem do dawnych ról, bo uznaje wchodzenie dwa razy do tej samej rzeki za "totalnie ryzykowne". Można więc założyć, że dotyczy to również nowego "Nigdy w życiu!".
Nigdy w życiu. Takie propozycje pojawiają się właściwie każdego roku, żeby do projektów, które są z moim udziałem w taki czy inny sposób, wrócić. Zrozumiałym i przyzwalającym była dla mnie idea, żeby Radek Figura mógł kontynuować uniwersum "Magdy M" w swoich książkach, bo to jest jego świat. Natomiast wszystkie próby wchodzenia dwa razy do tej samej rzeki, szczególnie że te rzeki są takie fajne i wspomnienie o nich jest takie wciąż "worth", w sensie ma wartość, dla mnie byłyby to totalnie ryzykowne przedsięwzięcia.
Jako przykład podała "Przyjaciół". Wedle jej słów teraz interesują ją jedynie nowe role, w których mogłaby się sprawdzić na obecnym etapie życia.
Każdy, kto był jak ja psychofanem "Przyjaciół" i doświadczył tego, co się wydarzyło, kiedy skończyły się napisy tytułowe i ty zdajesz sobie sprawę, że oni są 20 lat starsi i to jest przykre. I jest ci przykro, bo ty też masz 20 lat więcej i wiesz, że to, na co patrzysz, to jest tak, jak wygląda twoja rzeczywistość. I to jest przykre. Nie chciałabym nigdy nikomu tego zrobić. Zdecydowanie interesują mnie nowe projekty, w których będę mogła być sukcesywnie najpierw matką, którą już jestem, a potem babką, a potem prababką, a potem Yodą.
Żałujecie?