Monika Richardson wspomina zdjęcie z anteny TVP. "Tam zawsze było mnóstwo łez, rozczarowań i żalu" (WIDEO)
Bohaterką najnowszego odcinka programu "Stare zdjęcia gwiazd" jest Monika Richardson. Dziennikarka wróciła w nim pamięcią do początków swojej telewizyjnej kariery i zdradziła zaskakujące kulisy pracy w Telewizji Polskiej. Wyznała m.in., że niemal straciła tam posadę po niewybrednych uwagach. Zobaczcie wideo.
Monika Richardson należy do grona najbardziej rozpoznawalnych polskich dziennikarek, a jej ponad 30-letnia telewizyjna kariera obfitowała w wiele głośnych i niezapomnianych momentów. Dziennikarka skupia się obecnie na działalności w sieci, gdzie prowadzi swój własny kanał na platformie YouTube i dzięki pomocy internautów może tworzyć niezależne materiały.
Teraz Richardson wystąpiła w programie "Stare zdjęcia gwiazd", gdzie wspominała początki kariery i opowiedziała o show-biznesowych kulisach. Jej zdaniem, to ciężka branża, w której ogromna rolę odgrywa intuicja i możliwość nawigowania w skomplikowanych relacjach międzyludzkich.
Show-biznes to jest przede wszystkim biznes. Podchodzisz do tej osoby, do której powinieneś, w tym czasie, w którym powinieneś, uśmiechasz się - trzeba mieć ogromne wyczucie, żeby utrzymać się tyle lat, co ja. Ale trzeba mieć też taką intuicję, która mówi: "Z tym nie zadzieraj", "Tej nie bierz pod włos", "Z tym z szacunkiem" i trzeba się tego nauczyć, najczęściej, na własnych błędach
Richardson wyjawiła też, że wielokrotnie zdejmowano ją z wizji i "traciła pracę", ale najczęściej dowiadywała się tego z plotek, a rzadziej komunikowano jej to bezpośrednio. Nie chciała jednak dać po sobie znać, że taka decyzją jakkolwiek ją złamała, aby nie dać satysfakcji "wrogom".
W show-biznesie jest tak, że nikt ci nie powie "ale dałeś ciała, ty już nie popracujesz". Nikt ci tego nie powie. Dowiadujesz się, że cię zcancelowali z korytarza, idąc na kawę. Ja miałam wiele takich sytuacji, wielokrotnie mnie też wyrzucano z telewizji - zanim Kurski wyrzucił mnie "ostatecznie". Więc nauczyłam się połykać łzy, jak mnie Kaśka Dowbor nauczyła - nałożyć czerwoną szminkę, pierś do przodu i w najlepszych swoich szpilkach przejść się po korytarzu w tę i z powrotem. Tylko po to, żeby widzieli, że mnie nie złamano. Tam zawsze było mnóstwo łez, mnóstwo rozczarowań, żalu i przegapionych szans. I mnóstwo sytuacji, w których ktoś w odpowiednim momencie spotkał się wzrokiem z dyrektorem, który decydował i dostał, co chciał. I sprawdził się potem, ale ktoś musiał dać mu szansę
Jako przykład dziennikarka przywołała sytuację, w której zdjęto ją z anteny, bo "kochanka dyrektora Dwójki" powiedziała, że Richardson ma "martwe oczy".
Ja na przykład wiedziałam, kto powiedział, że mam "martwe oczy". Dowiedziałam się, że mam martwe oczy i zostałam zdjęta z anteny. To było coś, co przyszło z korytarza i wiedziałam, że to powiedziała kochanka dyrektora Dwójki. Ale nie miałam dowodu i nie mogłam powiedzieć: "Jak mogłaś tak o mnie powiedzieć?!", pójść i skonfrontować się z tą osobą. Ja się właśnie dowiedziałam, że nie ma mnie w grafiku, bo mam "martwe oczy" - "mówi się na korytarzu". To jest coś, z czym bardzo trudno walczyć. Tak jak dziś z kulturą pomówienia
Z jakimi kompleksami mierzyła się na początku kariery w telewizji? Czy jej słynna krótka fryzura była strategią czy "wypadkiem przy pracy"? Czy jest szansa, że kiedykolwiek wróci do telewizji? Odpowiedzi na te i więcej pytań w pełnym odcinku "Starych zdjęć gwiazd" - zobaczcie powyższe wideo!
Dziennikarz, bloger, komentator show-biznesowy, aktywista. Autor popularnego cyklu #ZORIENTOWANI