Sprawa zabójstwa Izy Strzałkowskiej przez 15 lat spędzała sen z powiek śledczym i była jedną z najbardziej tajemniczych zbrodni w historii polskiej kryminalistyki. Przełom nastąpił w 2024 r. Śledczy postanowili sięgnąć po metodę, która była u nas nieznana, a w Stanach Zjednoczonych pomogła schwytać dziesiątki seryjnych morderców - chodzi o genealogię genetyczną. Dzięki niej udało się ustalić, kto stoi za zbrodnią.
Klasyczne badania genetyczne sprawdzają, czy materiał porównawczy pasuje jeden do jednego do materiału dowodowego - najczęściej z miejsca zbrodni. Genealogia genetyczna działa inaczej. Szuka pokrewieństwa między osobami w bazach genealogicznych
WIDEOAkt oskarżenia przeciwko Dorocie R. trafił do sądu
Zatrzymanie 37-letniego Michała S. zszokowało opinię publiczną. Ustatkowany mąż, ojciec dwójki dzieci i magister agrochemii okazał się podejrzanym o dokonanie potwornej zbrodni sprzed lat. Prokurator prowadzący sprawę, Gabriel-Węglowski, zapytany przez WP, czy fakt, że podejrzany od razu przyznał się do zabójstwa, może świadczyć o dręczących go przez lata wyrzutach sumienia, odpowiedział:
Mogę odpowiedzieć na to pytanie ogólnie, nie odnosząc się tylko do tego śledztwa. Jeśli w tak poważnej sprawie człowiek niemal od razu się przyznaje, to znak, że ta sprawa w nim tkwiła. Nie ma dymu bez ognia
Jak wyglądało zatrzymanie Michała S.? Prokurator ujawnia
Prokurator przyznał, że od chwili, gdy poznał personalia mężczyzny wytypowanego dzięki genealogii genetycznej, towarzyszyły mu zarówno euforia, jak i napięcie związane z przygotowaniami do zatrzymania oraz obawa, czy ostateczne wyniki badań DNA potwierdzą przypuszczenia śledczych.
Minęło niewiele ponad miesiąc, odkąd dowiedziałem się, o kogo chodzi, ale zdążyłem przejść przez kilka faz. W pierwszym momencie nie wiedziałem jeszcze nic o tym człowieku. Poznałem tylko imię, nazwisko, imiona rodziców i datę urodzenia. Wiedząc, że z dużym prawdopodobieństwem to się potwierdzi, poczułem chwilową euforię. To był ogrom pracy, mojej i całego zespołu. Piętnaście lat, a w moim przypadku prawie sześć, pościgu za nieuchwytnym cieniem. Trudno w takiej chwili nie poczuć radości. Potem, gdy planowaliśmy zatrzymanie, narastało napięcie. Nie tyle stres, co obawa, żeby zachować maksymalną tajemnicę, nie dopuścić do wycieku do mediów. Żeby podejrzany nie dowiedział się jakimiś okrężnymi drogami, zanim my go zatrzymamy. Nie było ku temu żadnych przesłanek, ale przecież świat nie takie historie widział. Był też, oczywiście, element niepewności, czy opinie DNA z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie będą zgodne, że nasz zatrzymany ma to samo DNA, co mężczyzna, który zaatakował Izę
Gabriel-Węglowski choć był przekonany, że śledczy wykonują swoją pracę, nie ukrywa, że widok żony i dwójki małych dzieci podejrzanego wzbudził w nim współczucie.
Gdy przystąpiliśmy do samej realizacji, starałem się - tak jak zawsze w pracy - pozostać człowiekiem. Współczułem rodzinie dotkniętej tą tragedią. Gdy zobaczyłem, do jakiego człowieka wchodzimy na przeszukanie, że ma żonę i dwójkę małych dzieci, a później jeszcze dostrzegłem w nim, być może udawaną, a być może prawdziwą skruchę, to sprawiło, że poczułem coś w rodzaju współczucia, zwłaszcza myśląc o dzieciach. Teraz jestem w trzeciej fazie, która polega na takim stonowaniu emocji. Nie zapominam o tragedii rodziny Izy i o niej samej
Choć śledczy nie mają obecnie dowodów, by podejrzany miał na sumieniu inne przestępstwa, prokurator nie wyklucza takiego scenariusza. Jak przyznaje prokurator, jednym z najważniejszych zadań na kolejnym etapie śledztwa będzie sprawdzenie, czy 37-latek mógł dopuścić się również innych napaści oraz próba ustalenia, co doprowadziło go do popełnienia tej zbrodni.
Oczywiście nie przesądzam tego, ale doświadczenie śledcze i podstawy psychologii podpowiadają, że to mógł być drugi lub kolejny czyn zabroniony. Będziemy to weryfikować na tyle, na ile będzie to możliwe. Około 2010 r. miały miejsce inne napady na kobiety o charakterze seksualnym na terenie Trójmiasta, w tym Gdyni. Niektóre z nich wyglądają na seryjne, choć nie tak brutalne. Podkreślę jednak, że na dzień dzisiejszy nie dysponuję dowodami na jakiekolwiek inne przestępstwo podejrzanego
Michałowi S. grozi dożywocie.