Sandra Kubicka jest w swojej miłosnej erze: rozwodzi się z Baronem, ma nowego chłopaka, z którym chętnie publicznie obdarza się dowodami uczucia, a ostatnio z buta wróciła do mediów i udziela coraz więcej długich, wyczerpujących wywiadów. A w nich: rozpowiada na przykład, jak to ludzie PŁAKALI na zamknięciu jej matcharni (tej samej, w której testerzy po spróbowaniu napoju pluli do serwetek) albo chwali się, że była rozpoznawalna za granicą jeszcze przed erą Instagrama.
Tym razem Sandra Kubicka zdecydowała się porozmawiać z Ewą Chodakowską, gdzie celebrytki rozmawiały m.in. o macierzyństwie, trudach życia modelki i katorżniczej (niebezpiecznej) diecie, kompleksach, dorastaniu w niepełnej rodzinie, a także o hejcie. Kubicka wyznała, że oprócz doświadczania go w internecie, doszło kiedyś do sytuacji, w której musiała zmierzyć się z nim twarzą w twarz.
Raz chyba taka była bardzo niefajna sytuacja w centrum handlowym, kiedy podeszła do mnie pani i powiedziała: Ty morderczyni zwierząt. Ja szłam wtedy z moim narzeczonym i miałam takie, aha, czyli jednak to przychodzi do życia.
WIDEOSandra Kubicka i Baron na salę sądową weszli razem. Chwilę później się rozwiedli
Sandra Kubicka nazwana "morderczynią zwierząt". O co chodzi?
Influencerka nie chciała tłumaczyć szczegółów sprawy.
Afera z Joanną Opozną wiele lat temu. Bardzo nie fair sytuacja. Już nie chcę do tego wracać, bo z Asią po prostu powiedziałyśmy sobie, dziękujemy, nie mówimy na siebie już nigdy więcej. No ale to po prostu eksplodowało
Sandra Kubicka piła do afery z 2019 r. Wówczas Joanna Opozda, będąc na wakacjach uratowała psa, nad którym znęcali się jego poprzedni właściciele. Modelka przywiozła go z Włoch do Polski - Sandra zadeklarowała, że da mu nowy dom. Po jakimś czasie sieć obiegły informacje, że Kubicka bez porozumienia z koleżanką oddała zwierzę komuś innemu. Wcześniej długi czas miała ignorować Opozdę, która dopytywała, co się stało z Fortuną, jak nazywała się suczka. Sandra później przekazała, że nowy właściciel "nie życzy sobie kontaktu" ze zmartwioną Asią.
Nie do końca ludzie zrozumieli, o co tam chodziło. Każdy sobie dopowiedział kilka innych słów. Pies żyje, spokojnie. Nie jestem morderczynią zwierząt. Ale tak zostałam przedstawiona i ludzie za tym poszli. Ja straciłam kontrakty reklamowe. Także poważna, bardzo poważna sprawa to była. Kilka lat się to za mną ciągnęło dobrych
Pamiętaliście tę dramę?