Sylwia Bomba o zmarłym ojcu Tosi: "Dzięki Jacek, zrobiłeś, co miałeś zrobić. Mamy cudowne dziecko"
Sylwia Bomba gościła w podcaście "Call Me Mommy", gdzie padło m.in. pytanie o najtrudniejszy moment w życiu. W odpowiedzi gwiazda "Goggleboxa" otworzyła się na temat opieki nad córką. "Nie udało mi się stworzyć takiej rodziny dla mojej córki". Wspomniała o ojcu Tosi.
W lipcu 2022 roku informowaliśmy, że zmarł Jacek Ochman, były partner Sylwii Bomby i ojciec jej dziecka. O tym, że nie są już parą, mama Tosi poinformowała rok wcześniej. Jak udało nam się wtedy dowiedzieć, mężczyzna miał nie zabiegać o kontakt z córką, więc Sylwia musiała być dla pociechy zarówno mamą, jak i tatą.
Zobacz też: Były partner Sylwii Bomby nie żyje. Ujawniono, że w mieszkaniu Jacka Ochmana musiała interweniować policja
Sylwia Bomba o najtrudniejszym momencie w życiu. "Dzięki Jacek"
Teraz Bomba gościła w podcaście "Call Me Mommy", gdzie, z racji tematyki programu, otworzyła się też na temat wychowania córki. W pewnym momencie padło pytanie o "najtrudniejszy moment w jej życiu", a Sylwia przyznała, że jest coś, czego w życiu niestety nie udało jej się zrealizować.
Wiesz, ja pochodzę z domu, gdzie moi rodzice są od lat razem. (...) Oni się bardzo kochają, moi rodzice będą mieli zaraz 50. rocznicę ślubu. Ja naprawdę pamiętam ich może trzy kłótnie przez całe moje życie z nimi. I to było takie moje marzenie, żeby mieć pełną rodzinę, taką, jak ja miałam. Że ten tata był tatą, mama była mamą. No taki niestety wzorzec, który nie jest bardzo sprzyjający w dzisiejszych czasach, bo powiedzmy sobie: takich pełnych szczęśliwych rodzin widzimy mało. No i wyobraź sobie, że to była dla mnie chyba największa porażka, że nie udało mi się stworzyć takiej rodziny dla mojej córki.
Zobacz także: Sylwia Bomba jednak przekazała córce smutne wieści o śmierci ojca. "Zapytała, czy jej tatuś jest "UMARNIĘTY""
Jednocześnie stwierdziła, że do realizacji tego marzenia potrzebowała równie silnego zaangażowania drugiej osoby, bo "do tanga trzeba dwojga". O Tosi mówi natomiast, że jest "nietuzinkowa" i dziwi się rodzicom, którzy nie uważają, że to ich dziecko jest najlepsze.
Wiesz, ja już jestem stara baba, mam 40 lat, więc nauczyłam się, że nie da rady się starać za dwie osoby. Nawet jakkolwiek byś się nie starała, nie jesteś w stanie. Do tanga trzeba dwojga. I to była chyba taka moja największa porażka, ale wytłumaczyłam sobie to w bardzo piękny sposób. Żeby było mi łatwiej, to wytłumaczyłam sobie, że musiał być ten gen po prostu. W ten sposób wytłumaczyłam, że ona miała być dokładnie taka, jaka jest, a jest nietuzinkowa. Przepraszam, wiem, że niektórych ludzi drażni, jak mówię o niej, że jest taka fajna, bo wiadomo, każdy rodzic myśli, że jego dziecko jest najcudowniejsze. Ja uważam, że jak nie myśli, to coś jest z nim nie tak, jak nie myśli w ten sposób.
Sylwia Bomba o wychowaniu córki. "Telefon limitujemy"
Na koniec Bomba krótko "zwróciła" się do zmarłego partnera i mu podziękowała.
Ona miała być taka, jaka jest. Dzięki Jacek, zrobiłeś, co miałeś zrobić. Mamy cudowne dziecko.
Podczas rozmowy napomknęła o tacie Tosi raz jeszcze - tym razem w kontekście samotnego macierzyństwa. Jak wspomina, była przerażona, ale jakoś musiała wziąć to wszystko na barki.
Odkryłam, że jestem w stanie zrobić absolutnie wszystko. Byłam z tatą Antosi, ale jak Tosia miała dokładnie 2,5 roku, to odeszłam i w ogóle byłam przerażona. Ja sobie myślałam, Boże, praca, program, jeszcze jestem popularna, ja sama, dziecko, nie mam tu nikogo, jak ja sobie poradzę? No i ja po roku bycia sama z Tosią zaczęłam budować dom. Więc ja to ja. Praca, nagrywki, popularność, "Gogglebox", Instagram, agencja i do tego wszystkiego jeszcze budowa domu z dzieckiem pod pachą. Tak naprawdę to, ile jesteś w stanie wytrzymać, ile jesteś w stanie dokonać, to jest tylko w Twojej głowie. Jeżeli ustawisz sobie limit, że "nie dam rady", to nie dasz rady. A ja sobie pomyślałam: co, ja nie dam rady chałupy wybudować? Jeżeli myślisz, że możesz, masz rację. Jeżeli myślisz, że nie możesz, też masz rację.