Timothee Chalamet był wielkim faworytem do zdobycia Oscara. Aktor POGRZEBAŁ swoje szanse kontrowersyjną wypowiedzią: "KOMPLETNY IDIOTA"
To miał być jego wieczór - Timothee Chalamet miał zdobyć w końcu upragnionego Oscara. Tak się jednak nie stało i po raz trzeci w karierze aktor opuszczał galę z pustymi rękami. A był przecież jednym z murowanych kandydatów do zwycięstwa... Dlaczego młody gwiazdor poniósł klęskę? Zaważyła o tym głupota palnięta w wywiadzie i brak pokory.
Za nami 98. ceremonia rozdania Oscarów - największym zwycięzcą okazał się film "Jedna bitwa po drugiej", który zgarnął sześć statuetek. Nie obyło się bez niespodzianek, a większość typowanych na faworytów aktorów musiała obejść się smakiem i opuściła galę z pustymi rękoma. Sama ceremonia również nie zachwyciła widzów, którzy uznali oscarowe widowisko za zwyczajnie nudne.
Zobacz także: Oscary 2026 chyba nie przekonały widzów - i wcale nie chodzi tu o wyniki. "Przewidywalne i nadęte do granic. NUDA"
Syn Alicji Bachledy-Curuś i Colina Farrella skradł show na Oscarach!
Dlaczego Timothee Chalamet nie wygrał Oscara?
Jednym z murowanych kandydatów do zdobycia statuetki był Timothee Chalamet, który za rolę w "Wielkim Martym" zdobył nominację w kategorii "Najlepszy aktor". Przemawiało za nim wszystko - świetna kreacja aktorska w dobrze przyjętym filmie, bardzo intensywna kampania promocyjna i trzecia już nominacja. Wydawało się więc, że "to już czas", aby i popularny Timmy sięgnął po zwycięstwo. Tak się jednak nie stało - Oscara dla najlepszego aktora zdobył ostatecznie Michael B. Jordan.
Zobacz także: Timothee Chalamet i jego oscarowe fiasko. "Został BRUTALNIE ZLEKCEWAŻONY. To był dla niego UPOKARZAJĄCY WIECZÓR"
Skąd ta nagła porażka Chalameta? Stawiali przecież na niego i bukmacherzy, i krytycy. Wygląda na to, że aktor pogrzebał swoje szanse na zwycięstwo na własne życzenie. 22 lutego w sieci ukazały się fragmenty ze spotkania aktora i Matthew McConagheya - panowie pojawili się na wydarzeniu dla studentów Uniwersytetu Teksańskiego. Jednym z wątków rozmowy gwiazdorów były wyzwania, jakie stoją przed współczesnym kinem i wymagania wytwórni filmowych, które oczekują dynamicznego prowadzenia akcji. Chalamet wyznał, że jest zwolennikiem bycia "pośrodku" - między poważnymi filmami a tymi będącymi źródłem nieskrępowanej rozrywki. Przy okazji "wymsknęło" mu się, że nie chciałby, aby sztuka filmowa skończyła jak balet czy opera, które już "nikogo nie obchodzą".
Podziwiam ludzi, którzy mówią "musimy utrzymać kina przy życiu, musimy utrzymać przy życiu ten gatunek". A jednocześnie, jest we mnie część, która ma poczucie, że jeśli ludzie chcą obejrzeć "Barbie" czy "Oppenheimera", to pójdą na na nie do kina i zrobią wszystko, żeby być z tego dumnym i mówić o tym głośno. A ja nie chcę pracować w balecie, operze czy w innych produkcjach, w których liczy się jedynie to, żeby utrzymać je przy życiu, które nikogo już nie obchodzą. Z całym szacunkiem dla ludzi baletu i opery
Słowa Chalameta wywołały prawdziwą burzę, a sieć zalały komentarze oburzonych artystów, dziennikarzy i fanów opery i baletu. Aktor na ostatniej prostej przed Oscarami stał się viralem i to w negatywnym kontekście - krytykowano go za ignorancję i brak szacunku wobec klasycznych gałęzi kulturalnych. Opery z całego świata zaczęły tworzyć memy wyśmiewające wypowiedź Chalameta, a niektóre z nich oferowały nawet zniżki na bilety na kod "TIMOTHEE".
Zobacz także: Timothee Chalamet obiektem żartów gospodarza Oscarów. Conan O'Brien nawiązał do afery, którą wywołał aktor (WIDEO)
Palnięta przez niego głupota była dla wielu zwyczajnie niezrozumiała. Wszak Timothee pochodzi z rodziny o mocnych tradycjach baletowych. Jego babcia ze strony mamy, Enid Flender, pracowała jako tancerka teatralna na Broadwayu. Matka Chalameta, Nicole Flender, również latami tańczyła na Broadwayu, a po studiach prowadziła zajęcia baletowe. Edukację w tym kierunku odbyła również siostra aktora, Pauline Chalamet. Jak widać, nie zaszczepiło to w nim podobnej miłości i szacunku do tego rodzaju sztuki.
To kompletny idiota. Uważam, że jest po prostu absurdalny i podejrzewam, że to się na nim szybko zemści
Brak pokory
Burza wokół Chalameta trwała kilka tygodni i wiele osób przewidywało, że niefortunna wypowiedź może pokrzyżować mu oscarowe plany, o których zresztą mówił głośno. Według niektórych - zbyt głośno. W jednym z wywiadów udzielonych jeszcze w zeszłym roku, aktor popełnił jeden z grzechów głównych Hollywood, czyli niemal ogłosił się zwycięzcą.
Latem przyszłego roku będę już zdobywcą Oscara
A takich deklaracji w Ameryce się nie lubi - sezon nagród powinien stać pod znakiem pokory i fałszywej skromności, o czym Chalamet najwyraźniej zapomniał. Szerokim echem odbiła się też jego autorecenzja swojego występu w "Wielkim Martym", w którym ocenił odważnie, że reprezentował we wspomnianym "poziom absolutnie najwyższej klasy".
To prawdopodobnie moja najlepsza rola, wiesz. Od siedmiu, ośmiu lat mam poczucie, że oddaję naprawdę maksymalnie zaangażowane występy na najwyższym poziomie. I ważne jest, żeby powiedzieć to na głos, bo dyscyplina i etyka pracy, które w to wkładam - nie chcę, żeby ludzie traktowali to jak coś oczywistego. Sam też nie chcę tego traktować jak coś oczywistego. To jest naprawdę poziom absolutnie najwyższej klasy
Wszystko to miało zniechęcić członków Akademii, którzy po raz trzeci już odmówili mu zdobycia Oscara. Słusznie?
Zobacz także: Kylie Jenner i jej głęboki dekolt wspierają Timothee Chalameta w walce o Oscara (ZDJĘCIA)