Wszystkie PRZYPAŁY DRE$$CODE: żebranie o lajki, sprzedawanie chińskich bluz "polskiej produkcji", "countryside era" pod Warszawą i inne odklejki (LISTA)
Ekipa DRE$$CODE szybko stała się jedną z najpopularniejszych influencerskich grup w polskim internecie. Po fali wznoszącej ich notowania zaczynają jednak mocno spadać. Przyjrzyjmy się najgrubszym akcjom, które zburzyły ich wizerunek.
Wśród family friendly contentu pokroju Genzie od Friza i FRIENDZ Czajnika pojawili się oni - DRE$$CODE. Mają po dwadzieścia parę lat i na tyle się zachowują: może dlatego szybko zdobyli popularność wśród osób w swoim wieku, tych ciut młodszych i ciut starszych. W ekipie dochodziło do przetasowań i rozstań, ktoś odchodził, ktoś przychodził, a obecnie grupa liczy dziewięć osób, których (nie)oficjalnym liderem jest Mikołaj "Bagi" Bagiński. W skład DRE$$CODE, oprócz niego, wchodzą: Eryk Moczko, Karolina Mrozicka, Inez Lis, Maciek i Ubrania (MIÜ), Milosz Kulesza (Milo), Gabriela Bednarz, Michu (Michał Białowąs) i Milena Takuska.
DRE$$CODE długo znajdowali się na fali wznoszącej. Jako grupa organizowali własne imprezy, pojawili się na okładce polskiego wydania GQ czy grali na dużych eventach muzycznych (jak np. zeszłoroczny BitterSweet Festival). Solowo - również na grubo. Bagi wystąpił w "Tańcu z Gwiazdami" i bardzo naturalnie "wszedł" do tradycyjnej telewizji. MIÜ wydał debiutancki mixtape "Ü up? mixtape", na którym znajdują się takie hiciory jak "dopóki mi się nie znudzisz" z Zalią czy "fantazje" z gościnnym udziałem Bedoesa 2115 i... Pezeta. Miłosz Kulesza założył streetwearową markę BLÁIRE (podobno 100 proc. polska produkcja), a Eryk Moczko wyprzedał solową trasę koncertową i wydał ciepło przyjęte (przez fanów) albumy "MŁODY E MIXTAPE" i "V24". Inez z kolei może pochwalić się wylansowaniem powiedzonka "i do pieca", które w zeszłym roku gadali dosłownie wszyscy - no, przynajmniej wszyscy przed trzydziestką.
Było miło, było miło, ale... się skończyło? Po świetnym runie influencerzy w bardzo krótkim czasie zaliczyli serię niefortunnych potknięć, jakby zdecydowali się dołączyć do klubu autosabotażu. Oto lista (ostatnich) największych przypałów DRE$$CODE!
Bagi o współpracy z Polsatem i pracy w telewizji: "PROWADZIMY CORAZ WIĘKSZE ROZMOWY"
Chińskie bluzy "polskiej produkcji" Miłosza, usunięte oświadczenie i tragiczne "przeprosiny"
Marka BLÁIRE cieszyła się dobrą opinią - zarówno wśród influencerów, jak i klientów, którzy chwalili ubrania za wygodne, ciekawe kroje i dobrą jakość. Ceny są... cóż, wysokie. 199 zł za T-shirt z krótkim rękawem, 239 zł za longsleeve, 529 zł za bluzę z kapturem. Większość rzeczy to basici - nie mają nadruków, logotypów ani haftów. Miłosz Kulesza głośno i wyraźnie podkreślał, że ubrania jego marki szyte są w Polsce. Jakość miała usprawiedliwiać cenę.
Bańka pękła w marcu. Wówczas klienci zaczęli otrzymywać paczki z nowymi bluzami z logotypem, na które czekali przez kilka miesięcy. Okazało się, że ubrania pochodziły z Chin - o czym Miłosz w opisie produktu wspomnieć nie raczył. W przypadku pozostałych przedmiotów ze swojego sklepu, chełpił się lokalną produkcją. W tym - po prostu tę kwestię przemilczał, co wygląda na świadomy - i bardzo perfidny ruch. Konsumenci BLÁIRE zostali wprowadzeni w błąd, wierząc w narrację i estetykę marki premium, którą kreuje (kreował?) Miłosz, myśląc, że bluzy - tak jak pozostałe produkty - szyte są w Polsce. Jakby tego było mało, zamówienie było realizowane metodą pre-orderu, co sprawia, że sprawa jest jeszcze bardziej śmierdząca. W przypadku lokalnej produkcji niweluje to ryzyko strat i produkcji zbyt dużej ilości towaru. W przypadku zamawiania z Chin: daje czas dropshipperowi na skompletowanie artykułów.
Kiedy bluzy w końcu dotarły do klientów, przyszły w stanie pozostawiającym wiele do życzenia. Wystające nitki, poszarpane metki, krzywe kieszenie, niewymiarowe rękawy - niektóre miały nawet plamy, a internauci skarżyli się na to, że barwią w praniu. Narzekano też oczywiście na długi czas oczekiwania oraz słabą komunikację ze sklepem.
W swoim pierwszym oświadczeniu w tej sprawie Miłosz z DRE$$CODE stwierdził m.in., że nie ma prawnego obowiązku podawać kraju produkcji... Swój komunikat szybko jednak usunął... Być może zreflektował się sam, że roszczeniowa, pasywno-agresywna postawa raczej mu nie pomoże. A być może pomocny okazał się zimny prysznic w postaci nieprzychylnych komentarzy. Później Milo milczał przez jakiś czas - choć wstawiał filmiki, jak z narzeczoną Gabrielą Bednarz bawi się na koncercie Kanye Westa w USA. Drugie oświadczenie Milo zresztą wcale nie było lepsze - influencer potwierdził, że zawiódł klientów, ale jednocześnie przez kilkanaście minut mówił o tym, że jest charyzmatycznym gościem, że powstały na niego "mega mocne filmy", nie mógł spać i dostał atopowe zapalenie skóry z powodu stresu. Biedaczyna...
Przede wszystkim bardzo was wszystkich przepraszam. [...] Nie powinienem mówić takim protekcjonalnym tonem. Ja wtedy chciałem za wszelką cenę obronić siebie, swoje dziecko. [...] Ja wtedy byłem zły i po prostu czułem się niesprawiedliwie, że muszę udowodnić swoje argumenty [...].
Influencer z DRE$$CODE dodał, że robił to wszystko DLA SWOICH FANÓW, dla klientów, żeby mogli kupić bluzę jego marki za "niską" cenę, jedyne 359 zł za sztukę chińszczyzny. Dodał, że gdyby szył bluzy w Polsce, "musiałby" sprzedawać je za ok. 570 zł, żeby mu się to opłacało.
To nie miał być skok na kasę [...] Cena 359 zł jest najniższa cena, jaką mogłem dać, by móc wyprodukować te bluzy, by każdy kto chce, mógł realnie kupić super fajną bluzę BLÁIRE. [...] Nie zarzekałem się nigdy, że wszystko będzie zawsze robione w Polsce, ale bezpośrednio lub pośrednio stworzyłem taki wizerunek i rozumiem waszą złość i wasze zawiedzenie mną. [...] Nie pzeniosłem produkcję do Chin, żeby przyciąć na tym jakieś ogromne pieniądze, tylko żeby móc mieć możliwość zrobić niższą cenę i dać wam możliwość noszenia tych bluz. Ponioeważ robiąc je w Polsce musiałbym je sprzedać za powyżej 500 zł, żeby
Aż dziwne, że marka BLÁIRE jeszcze nie spadła z rowerka. Nowe pokolenie, nowa Jessica Mercedes... Pamiętacie jeszcze aferkę z Veclaim?
Karolina Mrozicka "w swojej countryside era", czyli współczesna chłopomania
Karolina Mrozicka i jej narzeczony Eryk Moczko niedawno stali się właścicielami domu pod Warszawą i powoli szykują się do wyprowadzki. Z racji tego, że influencerzy wynoszą się ze stolicy, Karolina Mrozicka w głębi serca poczuła się mieszkanką wsi i to pełną gębą. Kupiła nawet specjalne torby na zakupy, żeby chodzić na ryneczek po świeże jajka, warzywa i chleb.
Ja już się codziennie do tego przygotowuję. Moja nowa countryside era. Rynek era, chodzenie po zdrowe jajeczka od szczęśliwych kurek era. [...] Ja się naprawdę mocno do tego przygotowuję. Moje torebki countryside era. [...] Będę najbardziej stylową mamusią na rynku.
Karolina kupiła aż cztery torby na zakupy i stwierdziła, że jej pierwszą misją jest "znalezienie lokalsa, który będzie sprzedawał jajka od szczęśliwych kur". Przypominamy: influencerzy zamieszkają POD WARSZAWĄ. Popularne "sypialnie" niedaleko stolicy raczej niewiele mają wspólnego z prawdziwą wsią, której obraz w Polsce jest jak: najbliższy sklep trzy kilometry od domu, brak asfaltowej drogi, jeden autobus na trzy godziny dojeżdżający do największej miejscowości w gminie i zero nocnego oświetlenia.
Influencerka usunęła TikToka po fali negatywnych komentarzy, ale z okazji matur przywróciła go na swój profil jako idealny kontekst do "Wesela". Miło?
Zobacz: Znany prawnik uderza we Friza za przyjęcie 4 MILIONÓW ZŁOTYCH od państwa. "Wyraz PAZERNOŚCI"
Dziewczyny z DRE$$CODE i wiocha na streamie Łatwoganga
Podczas charytatywnego streamu Łatwoganga wydarzyło się wiele rzeczy miłych i trochę mniej niemiłych. Ze słabej strony pokazały się dziewczyny z DRE$$CODE, które wbiły na live'a po koncercie MIÜ i, zdaniem zarówno internautów, jak i samego prowadzącego, bardziej przeszkadzały niż pomagały.
Influencerki lansowały się przed kamerą i robiły wokół siebie szum, jakby zapomniały, po co w ogóle tam przyszły. Łatwogang kilkukrotnie je upominał, aż w końcu nie wytrzymał i podniósł głos - dopiero jego ostra reakcja przywołała je do porządku.
Internauci byli zażenowani ich "występem" i nie szczędzili złośliwych komentarzy. Bez echa nie przeszedł też fakt, że żadna z influencerek widocznie nie wsparła zbiórki pieniężnie. Zaraz następnego dnia swoje oświadczenie opublikował Bagi, krótko później przeprosiny pojawiły się na wspólnym koncie DRE$$CODE. Dziewczyny zaprzeczyły też plotkom dotyczącym bycia na streamie pod wpływem alkoholu.
[...] Idea była prosta: zgodnie z prośbą Piotrka wnieść dobre emocje, energię i pomóc w symbolicznym goleniu głów - w geście wsparcia dla dzieci, które przechodzą przez leczenie onkologiczne. Rozumiemy jednak, że nasza forma mogła być dla wielu osób zbyt lekka i niedopasowana do powagi sytuacji. To, jak zostaliśmy odebrani, jest dla nas ważne i bierzemy za to odpowiedzialność. Intencją było wsparcie akcji i zwrócenie uwagi na realny cel: pomoc dzieciom. Jeśli przyćmiliśmy tę ideę, jest nam szczerze przykro. Przepraszamy. Uczymy się z tego i wyciągamy wnioski
Desperacki apel Inez i żebranie o lajki ("z DySTanSeM")
Dziewczyny z DRE$$CODE pojechały do USA i okazało się, że... widzowie niezbyt chętnie oglądają ich vlogi. Filmy zbierają ok. 100 tys. wyświetleń, co sugeruje, że trip po prostu może się nie zwrócić. Czy warto oglądać? Cóż - to tam widzowie mogli na własne oczy doświadczyć podatkowego dramatu Mileny, która rozpaczała nad tym, że musi oddać fiskusowi 24 tysiące złotych i zrezygnować z zakupowego szaleństwa w Skims.
Uważni widzowie natkną się także na inną perełkę: święte oburzenie dziewczyn, które dostały mandat, ale na kwicie "pomylono" ich Mustanga ze zwykłym Fordem... Skandal... Fragment miał "nie wlecieć do vloga", jednak montażysta najwyraźniej uznał, że trzeba dołożyć do pieca. No i o tym faktycznie zrobiło się głośno...
Ratować sytuację kiepskich wyświetleń spróbowała Inez w nieudolnym apelu do widzów. Film, który miał mieć aurę "haha, śmieszne, dystans, widzowie", okazał się niestety ciężki do przełknięcia.
Wchodzę sobie na YouTube i widzę, że nikt nie ogląda naszych vlogów ze Stanów. I teraz pytanie: czy to jest dlatego, że jesteśmy nieśmieszne [...], czy może dlatego, że jesteśmy ZBYT śmieszne? I nie oglądasz, bo jesteś zazdrosny i masz dosłownie takie ładafak, że czemu ja nie jestem taki śmieszny? No to właśnie oglądaj, a nie, nie oglądasz mysza, bo to jest poradnik [...] Jak chcecie więcej wyjazdów to musicie ogląfać, bo k*rwa niełatwo się przekonuje tych ludzi, co z nami pracują, żeby załatwiali loty na inny kontynent.
Pachnie etatem powoli; I do pracy; Dzięki, że mi przypomniałaś, żeby kliknąć unsuba; Odkleiło ostatnio; Wydałyście kasę na wyjazd, żeby robić content, a nie wspomnienia?; Upadek DRE$$CODE, jestem w niebie - komentują internauci.
Przypomnijmy, jak dwa lata temu dziewczyny z ekipy podkreślały, jak ciężka jest praca influencera.
To nie jest tak, że dostajesz produkt, wstawiasz i dostajesz pieniądz. Ty musisz jeszcze wysłać do akceptu, to musi przejść przez jakiegoś klienta. W większości sytuacji, jeżeli są tam jakieś pieniądze, to ty musisz się dopasować często
Czasami poprawić pięć razy to, co zrobiłeś
Albo jechać tak jak Gabi na godzinę przed melanżem do jakiejś kawiarni w innym mieście, bo musi też coś zrobić.
Mądrze wybierajcie idoli?