"Królowa przetrwania", jaka jest, każdy widzi, ale to już za dużo. Nawet w siedlisku dram warto czasem zachować się jak człowiek (OPINIA)

"Królowa przetrwania" to telewizyjna wylęgarnia dram i produkcja wyraźnie z tego korzysta. Podgrzewanie atmosfery to jedno, ale zaczyna tu chyba brakować odrobiny człowieczeństwa. Granica była zresztą przesuwana już od kilku odcinków.

Produkcja "Królowej przetrwania" przesadziła? Pogadajmy o tymProdukcja "Królowej przetrwania" przesadziła? Pogadajmy o tym
Źródło zdjęć: © "Królowa przetrwania", TVN, Player.pl
Goss

Napisać, że "Królowa przetrwania" to siedlisko dram, to jak nic nie napisać. Poprzednie edycje pokazały, że granica między rozrywką a eksploatowaniem ludzkich konfliktów dla oglądalności jest bardzo cienka. To jednak nic w porównaniu do tego, czego jesteśmy świadkami od kilku tygodni. I już przestało mi się to podobać, bo kolejne wymiany "uprzejmości" między dziewczynami coraz bardziej przypominają szkolne bójki i szczeniackie pastwienie się nad nielubianymi koleżankami.

"Królowa przetrwania", czyli "królowa dram" - ale jakim kosztem?

Sygnały o tym, że w tej edycji produkcja naprawdę popłynęła, pojawiały się już kilka odcinków temu. Mnie pierwszy raz rzuciło się to w oczy, gdy uczestniczki musiały się spowiadać przed kamerami z tego, czy i co sobie "zrobiły" - a to i tak tylko po to, żeby je dobrać w pary do testu wiedzy ogólnej. I wcale nie chodzi o to, że poprawek należy się wstydzić, bo demonizowanie operacji plastycznych w 2026 roku jest zwyczajnie głupie. Taka wrzutka była po prostu od czapy i przez głowę przeszła mi myśl: "Ewidentnie chcą wyciągnąć z nich wszystko, nawet jeśli z zadaniem nie ma to nic wspólnego". Mina Izy Macudzińskiej, która potem zresztą dostała ataku histerii w namiocie, jedynie mnie w tym utwierdziła. Wiem jednak, co oglądam, więc za chwilę mi przeszło.

Potem było tylko gorzej. Drugim sygnałem ostrzegawczym była pamiętna konkurencja z odrywaniem koleżanek z programu od pala. Moją pierwszą myślą, gdy Małgosia ogłosiła zasady konkurencji, było: po co? Naprawdę ktoś uznał: tak, niech idą i się szarpią, bo "królowa przetrwania" musi być przecież silna i wytrzymała? Dziesięć minut później odpowiedź nadeszła sama. Zaczęły się krzyki, oskarżenia o podduszanie i wykręcanie rąk, a Karolina i Ania (ze skromnym udziałem innych dziewczyn) przerzucały się inwektywami. Potem emocje opadły, więc trzeba znów dokręcić śrubę - i tak staliśmy się świadkami "nocy oczyszczenia", która niczego nie oczyściła, a już na pewno nikomu w niczym nie pomogła. Znów pojawiła się ta sama refleksja - po co?

Konkurencja w "Królowej przetrwania"
Konkurencja w "Królowej przetrwania" © "Królowa przetrwania", TVN, Player.pl

Nawet w dramo-dżungli warto czasem być człowiekiem

I byłoby naiwne nie udzielić odpowiedzi, bo ta nasuwa się przecież sama - dla oglądalności. Ale rzecz w tym, że intencje produkcji są już tak oczywiste, a wszystkie te zabiegi tak nastawione na sensację, że trudno to dłużej traktować jako "seans dramek" do kolacji. Źle się to ogląda. Jest nieprzyjemnie, wręcz niezręcznie, atmosfera staje się coraz gęstsza, a momentami jest mi dziewczyn po prostu żal. Czy tego chcemy, czy nie, produkcja zawsze chce wycisnąć jak najwięcej z uczestniczek każdego programu i robiła to już wcześniej - ale nigdy nie przybrało to tak skrajnej formy, jak teraz.

Dominika Tajner i Monika Jarosińska zdradzają sekrety "Królowej Przetrwania" w "Parometrze"

Budowanie oglądalności na konflikcie nie jest niczym nowym. Gdy Karolina i Ania zaczęły się ścierać, stało się jasne, że produkcja to wykorzysta. Problem w tym, że zaczęły się też zacierać granice człowieczeństwa i nie ma tam nikogo, kto mógłby tę spiralę zatrzymać. Kilka dziewczyn siedzi odizolowanych od grupy, a reszta komentuje między sobą to, jak bardzo do nich nie pasują. Z kolei te pierwsze wciąż obrywają za to, co padło przed kamerami, ale naiwnością byłoby myśleć, że pozostałe nie czyniły podobnych komentarzy za plecami koleżanek. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że w tej edycji praktycznie nic nie dzieje się naturalnie ani spontanicznie, bo produkcja czuwa, aby emocje przypadkiem za bardzo nie ostygły. I nie zamierzam oceniać, czy i które dziewczyny mają w tych konfliktach rację.

Karolina Pajączkowska
Karolina Pajączkowska © "Królowa przetrwania", TVN, Player.pl

Gosiu, bycie prowadzącą to także odpowiedzialność

W 3. sezonie zaszła też inna ważna zmiana, a konkretnie wymiana prowadzących. Izu Ugonoha, który dotąd dawał radę jakoś okiełznać energię uczestniczek, zastąpiła Małgorzata Rozenek-Majdan. Rzecz w tym, że Izu reagował, a Małgosia głównie "reaguje" na to, co dzieje się przed kamerami. Czasem nachodziła mnie myśl, że Gosia bardziej nadawałaby się na uczestniczkę "Królowej przetrwania" niż na prowadzącą. Teraz, po "nocy oczyszczenia", nie mam już co do tego wątpliwości. Umiejętności szanownej gospodyni pozostawiam do indywidualnej oceny, ale bycie prowadzącym to nie tylko zaszczyt, ale i obowiązki. Z tych drugich, jak na razie, Rozenek wywiązuje się wybiórczo i raczej sporadycznie.

Gdy dziewczyny gryzły się podczas "nocy oczyszczenia" i padła uwaga, że poziom dyskusji jest jednak dość niski, Małgosia deklarowała jedynie, że "musimy rozmawiać" i "trudne tematy zawsze są trochę ponure, ale potrzebne". Przez chwilę można by nawet uwierzyć, że Gosia przecież robi w ten sposób dziewczynom przysługę. Gdy jedna uczestniczka nazywa drugą "ułomną z wyboru", po stronie prowadzącej zapadła natomiast cisza. W takiej dyskusji potrzeba moderatora, kogoś, kto będzie panował nad poziomem dyskusji - tu tego niestety nie było.

"Noc oczyszczenia" w "Królowej przetrwania"
"Noc oczyszczenia" w "Królowej przetrwania" © "Królowa przetrwania", TVN, Player.pl

Zdarzają się i momenty, gdy Gosia dzieliła się przed kamerami własnymi uwagami, ale tak naprawdę... po nic. "Naprawdę schowałaś swoje miłosierdzie bardzo mocno", powiedziała do Ilony podczas przywoływanej już wielokrotnie "nocy oczyszczenia". "Szarpała Anią jak szmacianą lalką", rzuciła o Karolinie podczas konkurencji z odrywaniem od pala. Takie uwagi nie pomagają sprawie, sytuacji też nie łagodzą, a już na pewno nie karcą pewnych zachowań w adekwatny sposób. Po co więc właściwie to pada?

W tym sezonie produkcja "Królowej przetrwania" faktycznie mocno wzięła sobie do serca słowo "przetrwanie". Nie ma to jednak wiele wspólnego z konkurencjami, lecz z wywoływanymi na siłę dramami, przez które trudno już przebrnąć nawet największym fanom programu.

Małgorzata Rozenek-Majdan
Małgorzata Rozenek-Majdan © "Królowa przetrwania", TVN, Player.pl
Wybrane dla Ciebie
Nikt nie czyta, wszyscy wiedzą