Ola Budka musiała poinformować o 12 punktach od Polski dla Izraela. Otrzymała po tym GROŹBY ŚMIERCI: "Nie liczę na refleksję"
Aleksandra Budka, która w finale Eurowizji przekazywała punkty polskiego jury, niesprawiedliwie otrzymała za to cięgi. Prawie miesiąc po tamtych zdarzeniach otworzyła się na temat obrzydliwego hejtu. Przy okazji zdradziła swojego faworyta w tegorocznym konkursie.
Od finału Eurowizji minęły już ponad trzy tygodnie. Zwycięska "Bangaranga" stała się hitem w wielu europejskich rozgłośniach radiowych, Alicja Szemplińska, która dzielnie reprezentowała Polskę, wyraźnie zyskała w oczach dziennikarzy muzycznych i bardziej doświadczonych kolegów po fachu, ale wciąż zdecydowanie najwięcej emocji dostarcza tak ogromne poparcie polskiego jury dla reprezentanta Izraela. Przypomnijmy, że siedmioosobowa loża "ekspertów" wywindowała przedstawiciela najbardziej kontrowersyjnego kraju w stawce konkursowej na pierwsze miejsce. Tym samym Polska jako jedyna wsparła Noama Bettana maksymalną liczbą punktów.
Dotychczas wiedzieliśmy, że Viki Gabor jako jedyna wyłamała się ze schematu, umieszczając propozycję Izraela na szarym końcu tabeli. Dopiero wczoraj poznaliśmy głównych "winowajców", czyli tych jurorów, którzy w swoich rankingach wpisali ją na podium. Mimochodem oberwała też za to Ola Budka, dziennikarka radiowa pełniąca po raz drugi rolę rzeczniczki jury. Pomimo tego, że nie uczestniczyła w obradach i nie miała nawet najmniejszego wpływu na przebieg głosowania, musiała zderzyć się z olbrzymią krytyką internautów.
Alicja Szemplińska o udziale Izraela w Eurowizji: "WIEMY, KTO POWINIEN SIĘ WSTYDZIĆ. Jestem przeciwna wojnie"
Ola Budka spotkała się z falą hejtu
To właśnie prezenterce Radia 357, którą coraz częściej możemy oglądać na antenach Telewizji Polskiej przypadło niewdzięczne zadanie przekazania werdyktu jury. Jeden z obserwujących ją internautów zapytał dziennikarkę, czy poradziła sobie z głosami krytyki. Z jej odpowiedzi wynika, że zaczęły one przybierać wręcz niebezpieczną skalę.
Nie, nie poradziłam, ale zostawiam to za sobą. Nie liczę na refleksję u osób, które to robiły, ale w celu szerszej ogólnej refleksji tych, którzy mnie tu obserwują, pytam: Czy rzucanie inwektyw największego kalibru, włącznie z groźbami śmierci, świadczy o adresacie czy nadawcy? Gdybym głosowała (jeszcze raz dla jasności - nie głosowałam) to włoska piosenka była moją faworytką
Myślicie, że mimo wszystko zobaczymy ją za rok w tej samej roli?