Akta sprawy Jeffreya Epsteina wstrząsnęły mediami. Oto najbardziej szokujące wątki: "werbowanie" modelek, royalsi i polskie akcenty
Po ujawnieniu przez amerykański Departament Sprawiedliwości kolejnych akt sprawy Jeffreya Epsteina w mediach wybuchła niespotykana wrzawa. Sieć kontaktów skompromitowanego miliardera była ogromna, a ujawnione wiadomości niekiedy szokują.
Ujawnienie akt sprawy Jeffreya Epsteina wstrząsnęło opinią publiczną i to z wielu powodów. Mowa nie tylko o przestępstwach i metodach, jakie skompromitowany miliarder stosował wobec ofiar, lecz także o nazwiskach, które przewijają się w głośnych mailach. Niektórzy już ponoszą konsekwencje i to nie tylko wizerunkowe.
Zobacz: Royalsi stracili cierpliwość: Andrzej został WYRZUCONY z Royal Lodge! "Zmył się pod osłoną nocy"
W dokumentach pojawiają się nie tylko biznesmeni czy miliarderzy, ale również członkowie rodziny królewskiej, celebryci czy nawet naukowcy. Jedni twierdzą, że ich relacje z Epsteinem było dużo mniej przyjacielskie niż wynika to z maili, inni z kolei przepraszają za kontakty ze skazanym pedofilem.
A na tym pewnie wciąż nie koniec, bo akt jest tak dużo, że niektóre sekrety Epsteina mogą dopiero wyjść na jaw w nadchodzących dniach. W aktach przewijały się także i polskie nazwiska, a zhańbiony finansista korzystał z gigantycznego majątku i rozległych kontaktów, aby zbudować siatkę powiązań, z których niekiedy nie sposób było się już wydostać.
Zobaczcie, jakie były najbardziej szokujące informacje, które ujawniono wraz z odtajnieniem akt Epsteina. A na tym zresztą pewnie wciąż nie koniec.
O tym, że Andrzej Mountbatten-Windsor, dziś już były royals, miał powiązania z Jeffreyem Epsteinem i jego ekipą, mówiło się od lat. W 2014 roku oskarżenia pod jego adresem wysunęła Virginia Giuffre, ale piekło rozpętało się dopiero wraz z odtajnieniem akt sprawy skompromitowanego finansisty. I zdjęcia, które dziś widziało pół świata, to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Lista przewinień Andrzeja jest bardzo długa. Dzięki Epsteinowi miała do niego trafić kochanka, którą "po fakcie" zaprosił na herbatę do Pałacu Buckingham, a także usilnie namawiał tancerkę erotyczną na trójkąt z nim i zhańbionym miliarderem. Serdeczne kontakty z Jeffreyem miała też Sarah Ferguson, jego była żona. Dla royalsów było to chyba zbyt wiele, bo Andrzej już wyleciał z Royal Lodge i wkrótce zamieszka w dużo skromniejszym lokum.
Czy tego chcemy, czy nie, w ujawnionych aktach nie brakuje również polskich wątków. O niektórych wspominał w mailach sam Epstein, ale nazwiska kolejnych przewijały się też w mailowych konwersacjach zhańbionego miliardera. Głos na temat obecności ich nazwisk w dokumentach (warto to podkreślić - nie w kontekście jakichkolwiek przewinień) zabrały m.in. Anna Jagodzińska, Sandra Kubicka, Karolina Szymczak czy Ewa Minge. Sporo szumu w mediach wywołał wątek Mariany Idźkowskiej. Ze znajomości z Epsteinem tłumaczył się też Wojciech Fibak, który w przeszłości był już bohaterem głośnych afer. Ten umówił się mailowo na spotkanie z miliarderem, ale twierdzi, że chodziło tylko i wyłącznie o inwestycję w sztukę.
Nie byłem jego kolegą ani przyjacielem. Znaliśmy się przelotnie po sąsiedzku, jak to w Nowym Jorku. On wiedział, że jestem kolekcjonerem sztuki. Ten mail, który wymieniliśmy między sobą, pojawił się właśnie w tym kontekście. Ja zbierałem obrazy Warhola i Basquiata, a on także był kolekcjonerem i przy tym osobą bardzo oczytaną
Pozostaje natomiast kwestia innych osób, wokół których pojawia się znacznie więcej pytań. Mowa chociażby o Adriannie Mucińskiej Ross, która w aktach śledczych figuruje jako współsprawczyni działań Epsteina i miała być trzecia w hierarchii w strukturze skazanego pedofila. Blisko Jeffreya miał się też trzymać Janusz Banasiak, a z korespondencji mailowej wynika, że zlecano mu transport i logistykę związaną z "gośćmi" z Polski i Europy Wschodniej. Kolejnym wątkiem była obecność w dokumentach niejakiego Daniela Siada, który miał werbować młode kobiety pod pretekstem pracy w modelingu.
Warto nadmienić, że Donald Tusk zapowiedział utworzenie specjalnego zespołu analitycznego, który zbada wszystkie polskie wątki wynikające z publikacji akt sprawy Epsteina. Premier przed posiedzeniem Rady Ministrów przekazał, że nie wyklucza międzynarodowego śledztwa, jednak będzie to zależeć od skali ustaleń.
Wyjdźmy jednak poza Polskę, bo skala powiązań Epsteina z biznesmenami, naukowcami, politykami czy celebrytami była naprawdę ogromna. Świadczą o tym przede wszystkim zdjęcia, które udostępnili Demokraci z Komisji Nadzoru Izby Reprezentantów. Pojawiają się na nich chociażby Bill Clinton, Woody Allen, Kevin Spacey, Mick Jagger czy Michael Jackson. No i Donald Trump oraz Andrzej Mountbatten-Windsor, ale to już nie jest żadną tajemnicą.
"Lista Epsteina" jest tak długa, że niedługo może być trudniej wskazać tych, którym jakimś cudem udało się uniknąć kontaktu ze zhańbionym biznesmenem. Jeffrey przyjmował część z nich na "Wyspie Pedofili", wymieniał z nimi serdeczne wiadomości czy pożyczał pieniądze, co było akurat jednym ze sposobów na to, jak owijał wysoko postawione osobistości wokół palca.
Elon Musk miał z kolei dopytywać o "dzikie imprezy", a Bill Gates przypadkiem zarazić się chorobą weneryczną od "rosyjskich dziewczyn". Wniosek jest jeden - Epstein docierał wszędzie tam, gdzie czuł, że akurat powinien się znaleźć. Czy wiedzieli, w czym biorą udział? Możemy pewnie tylko gdybać, bo wątpliwe (szczególnie teraz), żeby ktoś wprost się do tego przyznał.
Za sprawą odtajnionych akt cały świat dowiedział się, w jaki sposób Epstein "rekrutował" młode kobiety, z których wiele było nieletnich. Miliarder przez wiele lat poszerzał medialne wpływy, których kluczową częścią były chociażby agencje modelek czy kontakty z wysoko postawionymi osobami z tej branży. Z reguły tam, gdzie była szansa spotkać młode dziewczyny, pojawiał się też Epstein.
Sieć powiązań finansisty ze światem modelingu (i nie tylko) jest szokująca. Przestępca seksualny polował na dziewczyny w agencjach modelingowych, konkursach piękności, a nawet salonach masażu. Dzięki rozległym kontaktom trafiały do niego również kobiety z innych agencji, a we wszystkim pomagał mu niejaki Jean-Luc Brunel, skazany zresztą za te same przestępstwa.
Nieletnie dziewczyny z Royal Palm Beach High, lokalnych centrów handlowych czy pól dla przyczep kempingowych, które nęcono ofertą wykonania masażu Epsteinowi - które potem stawały się polem do ataków na tle seksualnym - nie były jedynymi ofiarami multimilionera. Miewał też chrapkę na modelki, a Brunel ten apetyt zaspokajał
O ile obecność Andrzeja w aktach nie była już dla nikogo zaskoczeniem, tak w przypadku innych royalsów szok był już nieco większy. Na celowniku mediów znalazła się na przykład norweska księżna Mette-Marit, która ostatnimi czasy i tak nie cieszyła się najlepszą prasą po tym, jak jej syn usłyszał aż 38 prokuratorskich zarzutów. Jej nazwisko pojawia się w dokumentach ponad tysiąc (!) razy, więc wcale nie były to sporadycznie kontakty, a Mette-Marit trzymała się z miliarderem tak blisko, że nawet radziła się go w kwestiach wychowawczych. Jak widać, być może nie był to najlepszy pomysł...
Czy zaproponowanie tapety z dwiema nagimi kobietami niosącymi deskę surfingową mojemu 15-letniemu synowi byłoby niewłaściwe?
Mette-Marit już wydała oświadczenie i deklaruje, że wstydzi się kontaktów z Epsteinem. Przykra niespodzianka czekała również Szwedów, bo w aktach pojawiła się także księżna Sofia. Jej zdjęcie z wakacji znalazło się w mailu, którego wysłano do finansisty w 2010 roku, a w korespondencji nazywano ją "naszą Sofią". Szwedzki Dwór Królewski już zareagował i co prawda potwierdza, że ta "pamięta kilka spotkań z Epsteinem około 20 lat temu", ale te miały się odbywać wyłącznie w restauracjach czy podczas premier filmowych.
Doniesienia, że księżna otrzymała od Epsteina pomoc w postaci lekcji aktorstwa lub wizy do Stanów Zjednoczonych, są nieprawdziwe. Księżna nigdy nie była od niego w żaden sposób zależna, ani nie miała z nim żadnego kontaktu przez ostatnie 20 lat.
To jednak i tak lepiej niż Raafat Al-Sabbagh, doradca saudyjskiego dworu królewskiego i bliski współpracownik następcy tronu, księcia Mohammeda bin Salmana. Ten zresztą prawdopodobnie wiedział o tym, co dzieje się w otoczeniu Epsteina, bo pisał na przykład obleśne maile, że "jest pewien, że [Epstein] rozkłada wiele nóg". "New York Times" prosił o komentarz, ale Centrum Komunikacji Międzynarodowej rządu Arabii Saudyjskiej i sam Al-Sabbagh się na to nie zdecydowali.
Jedną z osób, których nazwisko przewijało się już przy okazji publikacji kolejnych akt Epsteina, był Donald Trump. Panowie się znali, ale, jak zapewnia prezydent USA, "nigdy go nie lubił". Sam Jeffrey wspominał zresztą w ujawnionym mailu do Larry'ego Summersa, że w Donaldzie nie ma "ani jednej dobrej komórki" i określił go jako "niebezpiecznego". We wspólnym pozowaniu na imprezach im to jednak nie przeszkadzało.
Jeszcze inną kwestią jest to, jak poznali się Donald i Melania. W aktach pojawia się bowiem wzmianka o zeznaniach anonimowej kobiety zatrudnionej przez Epsteina w latach 2005-2006, że to właśnie skompromitowany biznesmen poznał ze sobą prezydenta i pierwszą damę USA. Wcześniej Trumpowie deklarowali, że było to "dzieło" Paolo Zampolliego, agenta modelek, który pomagał Melanii w przyjeździe do Stanów Zjednoczonych. Biały Dom, obecnie zarządzany właśnie przez administrację Trumpa, zaprzecza rewelacjom z akt.
Dla jasności: te twierdzenia są bezpodstawne i fałszywe, a gdyby miały choć cień wiarygodności, już dawno zostałyby użyte przeciwko prezydentowi
Warto wspomnieć, że nazwisko Trumpa pojawia się w ujawnionych aktach, a w mediach wciąż trwa żywa dyskusja, czy wiedział i na ile był świadomy skali procederu, który przez lata nakręcał Jeffrey Epstein.
Kolejnym wątkiem są medialne ustalenia, że na "Wyspie Pedofilów" działo się prawdopodobnie dużo więcej, niż tylko imprezowanie i wykorzystywanie nieletnich. Wśród opublikowanych przez amerykański Departament Sprawiedliwości dokumentów pojawił się i taki, w którym znalazła się informacja o odebraniu dziecka jednej z ofiar Epsteina. Dziewczyna miała zaledwie 16 lub 17 lat, a noworodka zabrano jej 10 minut po porodzie. To, co zawarła w ujawnionych zapiskach, może być dla wielu szokiem.
"The New York Times" wspomina, że Epstein współpracował z naukowcami i dzielił się planami, aby "wzbogacić" ludzkość jego DNA i stworzyć "lepszą pulę genów". Oficjalnie Jeffrey nie miał żadnych dzieci, nieoficjalnie mogło ich być wiele, jednak testament i dokumenty tego nie potwierdzają. W zapiskach ofiary pedofila pojawiają się szczegółowe opisy ciąży, badań, a nawet bolesnego porodu. Jak wspominała, traktowano ją "jak inkubator" i chciała za wszelką cenę uciec z wyspy, ale niestety nie jest jasne, czy żyje i jej się to udało.
Dlaczego ja? To nie ma sensu. Dlaczego akurat mój kolor włosów i oczu?
Wiemy już, że ofiar Epsteina mogą być tysiące i tyle też mogło być kojarzonych osób, które utrzymywały z nim kontakty. Części z nich nie przeszkadzały medialne doniesienia czy nawet wyrok za przestępstwa seksualne, który Jeffrey otrzymał w 2008 roku. Dziś, gdy każdego dnia media podłapują kolejne wątki z akt, wśród biznesmenów i osób publicznych, których kontakty ze zhańbionym biznesmenem trudno zanegować, zapanowała moda na gorzkie żale i "epidemia przeprosin".
Howard Lutnick, który publicznie odcinał się od Epsteina już wcześniej, miał na przykład według wiadomości planować wycieczkę łodzią na jego wyspę w 2012 roku. Teraz przeprasza i zapewniono, że "miewał sporadyczne kontakty" z miliarderem, "zawsze był przy nim w obecności żony" i "nigdy o nic go nie oskarżono". Reid Hoffman, współzałożyciel portalu LinkedIn, miał z kolei wysłać Epsteinowi prezenty, a ten rok później gorąco zapraszał go do siebie na "zabawę". Teraz komentuje to tak:
Nie byłem na jego ranczu. Znałem Epsteina wyłącznie ze względu na sprawy biznesowe. Żałuję, że kiedykolwiek nawiązywałem z nim interakcję. Powinniśmy się skupić na skazaniu winnych i zapewnieniu sprawiedliwości dla ofiar.
Obleśne maile wymieniał z Epsteinem również niejaki Peter Attia, influencer zajmujący się tematyką szeroko pojętego zdrowia i lifestyle'u. W jednej z wiadomości ubolewał, że musi milczeć na temat przyjaźni z Jeffreyem, bo "życie, które wiedzie, jest szokujące, a on nie może o tym nikomu powiedzieć". Wszystko to w 2015 roku, czyli lata po wyroku finansisty za przestępstwa seksualne.
Przepraszam i żałuję, że dopuściłem do sytuacji, w której maile, niektóre z nich żenujące i pozbawione smaku, są teraz obiektem publicznej debaty. To moja wina. Akceptuję taką rzeczywistość i wstyd, który za tym idzie.
Za kontakty z Epsteinem przeprasza też Bill Gates. W wywiadzie dla Nine News Australia zapewnia, że po prostu bywali na wspólnych obiadach i gadali o zbieraniu pieniędzy na jego fundację. Tego, co znalazło się w mailach, zdecydowanie się wypiera.
Żałuję każdej minuty, którą z nim spędziłem i przepraszam, że tak się stało.