Zawód influencera to absolutny fenomen ostatnich lat. Profesja, która jeszcze dekadę temu brzmiała jak egzotyczna fanaberia, dziś przynosi młodym twórcom internetowym majątki, o jakich przeciętny zjadacz chleba może tylko pomarzyć. Lukratywne współprace reklamowe, sponsorowane paczki i vlogowanie z najdalszych zakątków świata pozwalają im na dostatnie życie w blasku fleszy.
A jednak praca polegająca w dużej mierze na pozowaniu do zdjęć i nagrywaniu krótkich wideo bywa - jak się okazuje - zadaniem ponad ludzkie siły. Tzw. "influencer burn-out", czyli narzekanie na trudy internetowego chleba, regularnie powraca na czołówki portali, wywołując u internautów mieszankę pobłażliwego uśmiechu i fali zasłużonej krytyki.
WIDEOSarsa gorzko o łączeniu macierzyństwa z robieniem kariery: "TO NIE ZAWSZE IDZIE W PARZE"
Do grona wyjątkowo zmęczonych branżą twórczyń dołączyła Oliwia Misztal. Influencerka, którą na samym Instagramie śledzą setki tysięcy osób (a znana jest głównie z treści lifestyle’owych i modowych), niedawno gościła w podcaście Oliwii Puchacz. To właśnie tam postanowiła opowiedzieć o dramatach, z jakimi zmaga się podczas wyjazdów wypoczynkowych. Jak się okazuje, urlop influencera to prawdziwy tor przeszkód.
Ja po prostu mam tak, że trochę cały czas pracuję. Jestem na wakacjach i nie mam czegoś takiego, że sobie usiądę, tylko mówię: 'Ładne światło, tu trzeba zrobić zdjęcie'. Jak jadę na wakacje, to tam mi będzie łatwiej nagrać współpracę niż w Polsce, więc zabieram ze sobą cztery współprace na wakacje. Cały czas możesz pracować i jak ktoś to robi, to cały czas głowa jest w pracy
Oliwia Misztal znów narzeka na swój los. Męczą ją ciągłe zagraniczne wyjazdy
Nie minął nawet miesiąc od tej przejmującej refleksji, a Oliwia znów postanowiła podzielić się z fanami swoim unikalnym cierpieniem. Tym razem kością w gardle stanęły jej częste, zagraniczne wyjazdy, za które zapłaciły współpracujące z nią firmy.
Pakując walizkę przed kolejną sponsorowaną podróżą, influencerka wyznała na swoim profilu, jak bardzo czuje się przytłoczona faktem, że marki ciągle wysyłają ją w atrakcyjne zakątki świata, zabierając jej przy tym cenny czas, który mogłaby spędzić z narzeczonym i synem.
Muszę się spakować, ponieważ dzisiaj w nocy lecę na taki wyjazd z marką (...). To będzie już ostatni mój wyjazd z pracy przed ślubem. Jestem bardzo wdzięczna za te wszystkie wyjazdy i zawsze jest na nich super, ale jestem w tym roku naprawdę tak przytłoczona tym wszystkim, co się dzieje, i że chciałabym jeszcze więcej czasu spędzać z Antkiem. Bo często się trafiły te wyjazdy w ostatnich miesiącach, więc cieszę się, że teraz jadę, wracam i będę z nimi już cały czas
W pełni rozumiemy, że Oliwia chce po prostu spędzić jak najwięcej czasu z ukochanym i synkiem - dla tak małego brzdąca obecność mamy jest bezcenna, dlatego życzymy jej, by miała go dla rodziny jak najwięcej. Niemniej, trudno nie uśmiechnąć się pod nosem, słuchając narzekań na "przeładowany grafik" darmowych podróży.